Dolny Bug

Dolnego Bugu nie można a nawet nie wolno opisać kilkoma zdaniami. Nie wolno gdyż mimo pozornej monotonii, charakterystycznej dla dużych i nieco zapomnianych przez meliorantów rzek, jest jednak łowiskiem ciekawym, nieschematycznym, innym na każdym kilometrze, a obok usypiającej wręcz łagodności spotkamy tu też wodę zaborczą, wartką i łobuzerską. Taką, której szukają łowcy grubych ryb.

Mój letni kilkudniowy rejs nie przyniósł wiele ryb. Zaledwie kilka. To nie jest wymarzona rzeka na spływ ale raczej na stacjonarne i mozolne wgryzanie się w skarby chronione przez mętną ilastą wodę. To nie jest zwłaszcza woda na spływ weekendowy, gdyż bliskość Warszawy i dostępność brzegów powoduje, że miejsc w weekendy do łowienia nie zostaje wiele. Tym się właśnie różni głównie Bug mazowiecki od Podlaskiego. Na szczęście po sobotnio niedzielnym rewetesie nawet w upalny lipcowy poniedziałek Bug się uspokaja. Nawet śmieci jakby mniej niż nad Narwią czy Wisłą. I wówczas warto tu przyjechać.

Odcinek przyujściowy

Od Zalewu do Wyszkowa Bug jest typową, choć nieco sztuczną z deltą. Spotkamy tu liczne odnogi, zarastające przy niżówce i odżywające przy każdym przyborze, ładne wysepki z miniłączkami i miniplażyczkami, dużo karczy i zwykle niewielkich zwalisk z odkosikami i trochę głębszą wodą ale rzadko przekraczającą 3 metry. Jest też troszkę ciemnych torfowych i jasnych – gliniastopiaszczystych burtek, ale jeszcze niskich i nieśmiałych, nieporównywalnych z burciskami spotykanymi na Bugu przygranicznym . Prawdziwa jama jest tu rzadkością – dominują głębokie na 1,5 – 2 metry prostki, jakieś resztki pojedynczych, starganych przez czas, przelewów, jest sporo trzciny i tataraku, ale też dużo wiślanej wikliny. W zatoczkach i bocznych odnogach znajdziemy grążele, a na środku rzeki co i raz rysuje się przykoska z obowiązkowym boleniem, często dużym. Na uwagę zasługują przelewy w okolicach Popowa ale na lewym brzegu rzeki – To chyba najgrubsza woda w okolicy. Odcinek przyujściowy jest bogaty w szczupaki i to jedne z ostatnich miejsc w Polsce gdzie wahadłówka nie dała się wyprzeć gumie. Prostopadły do brzegu rzut w nurt i opukiwanie koryta wahadłówką na uniesionych kiju to skuteczna i często stosowana tu technika szczupakowania. Trafiają się sandacze i sumy. Pierwszym od Zalewu renomowanym ale przedeptanym łowiskiem sandaczowo sumowym jest Kania Polska. Na końcówce Bugu najłatwiej chyba o bolenia – no może nie tyle najłatwiej co najwięcej go widać, gdyż brak miejsc skupiających bolenie sprawia, że bużańskie rapowanie to prawdziwe polowanie na pojedyncze ryby. Spinningistów nie ma zresztą zbyt wielu. Bużańskie jamki, rynny, burtki i odkosiki to głównie królestwo gruntówki i parasola. Zresztą warunki sprzyjają gruntówce. Sporadycznie ktoś usiądzie tu z laską ale mam wrażenie, że wśród laskarzy Narew cieszy się lepszą opinią od Bugu. Woda w przyujściowym odcinku nie płynie szybko, choć w miejscach gdzie nurt zwężany jest burtami i przykosami może zaskoczyć zbyt mała masa kotwicy. W takich zwężeniach woda płynie ostro i równo a głębokość często przekracza 3 metry. To dobre miejsca, warte dłuższej zasiadki, tym bardziej, że duży leszcz jest na tym odcinku często niespotykany. Bogactwo wysp i dobrych miejsc przy tych wyspach, premiuje wędkarzy z jakimkolwiek pływadełkiem . Nie musi być duże wystarczy coś gumowego by przewieźć siebie i majdan na wyspę, gdzie można bezpiecznie i spokojnie połowić.

Powyżej Wyszkowa

Dla mnie odcinek przyujściowy kończy się na Wyszkowie. Sam Wyszków to zresztą też ciekawa woda z szeregiem starych główek i mostem drogowym w budowie gdzie sypie się do wody dużo kamieni, więc warto tu się pokręcić. Od Wyszkowa w górę trzcina, tatarak i stowie – charakterystyczne dla ujść dużych rzek są coraz rzadsze, rzeka zaczyna kręcić, rosną burty, pojawia się więcej drzew na brzegach i kawałków lasów sosnowych. Jest tu po prostu ładnie. W Kamieńczyku znajdziemy na lewym brzegu kilka ładnych ostróg usypanych z wielkich bloków kamiennych ale poza tym jest zupełnie dziko. Najciekawszy i najpiękniejszy kawałek tego odcinka to 8 pierwszych kilometrów powyżej Brańszczyka, Rzeka zamaszyście tu kręci. pojawiają się prawdziwe jamy – zwłaszcza przy brzegach zbudowanych z niespotykanej niżej zendry. Przy sosnowych lasach z daleka świecą się wysokie piaszczyste skarpy. Latem wszędzie pachnie sianem i krowami. Działek jakby mniej i to raczej przyklejonych do wsi oddalonych nieco od rzeki. Woda wygląda grubo i taka jest w rzeczywistości, choć tu też trudno znaleźć miejsce głębsze niż 4 metry. W dzień kręcą się bolenie natomiast prawdziwe życie zaczyna się w nocy, kiedy to widać, że Bug jest sandaczową rzeką. Nie udało mi się dobrać do letnich sandaczy, które biły jak złe w głębokim odkosie. Żerowały na wylęgu i w końcu na wobler udało mi się skusić jedną rybę. Ale już sam widok kilkunastu żerujących sandaczy cieszy i zachęca do powrotu w te strony.

Kanion Tuchlin

Bug co pewien czas pokazuje pazury a liczne starorzecza są pozostałością po jego kaprysach. Bywa, iż rzece nudzi się monotonia starego koryta i skraca sobie drogę przez łąkę lub las. To są najpiękniejsze miejsca, pełne zwalisk i wykrotów, z reguły z silnym uciągiem przynajmniej do czasu gdy rzeka nie rozerwie ciasnego gosrsetu i nie rozleje się szerzej. Taki przełom zwany przez miejscowych „przerwańcem” powstał w okolicach Tuchlina kilka lat temu i do dzisiejszego dnia jest to jedno z najlepszych miejsc sumowych na dolnym Bugu.

Akcja jętka

Bużańscy sumiarze, przynajmniej Ci odnoszący powtarzalne sukcesy, uznają tylko jedną przynętę. Jest nią rojąca się w lipcu jętka. Podczas rójki jętki ryby schodzą na dalszy plan a sumiarzy ogarnia swoisty amok, bowiem przez trzy dni rójki trwającej przez dwie godziny po zmroku trzeba zebrać tyle jętki by starczyło na resztę letniego sezonu i połowę następnego. Jętkę zbiera się na folię rozłożoną na ziemi przy zapalonych reflektorach samochodu. Świeci się na rzekę . Nie wszystkie miejsca są dobre. W jednych „sypie” lepiej w drugich gorzej – najpewniejsze jętkowe żniwa mają miejsce przy brzegach z zendrą. Z dobrej nocy można zebrać kilkadziesiąt kilogramów jętki. Zebrana jętka jeszcze tej samej nocy wypełnia zamrażarki sumiarzy, gdyż po kilku godzinach w upale zmienia swój świeży morski zapach na fetor zepsutej ryby. Jętkę zjadają wszystkie ryby – na małe kulki łowi się leszcze, piękne bużańskie karpie i klenie i tylko kłopot z jej pozyskaniem sprawia, że nie jest zbyt popularną przynętą. Sumy wręcz przepadają za jętką. Według wielu potwierdzonych relacji sumy potrafią zbierać z powierzchni kożuch martwej jętki gromadzący się we wstecznych prądach. Zestaw jętkowy to gruntówka ze spławikiem zakończona hakiem 7/0 z dowiązanym dwumetrowym kawałkiem nitki lub cienkiej plecionki. Z jętki świeżej lub rozmrożonej formuje się kulę wielkości nektarynki, którą obwiązuje się kilkanaście razy nitką przywiązaną do haka a na koniec przekłada się hak przez zwoje nitki. Powstaje coś w rodzaju zestawu włosowego. Ta przynęta znakomicie trzyma się na haku i wytrzymuje wielokrotne zarzucanie choć zdaniem miejscowych sumiarzy zwykle nie trzeba drugi raz zarzucać…

Powyżej Tuchlina do samego Broku Bug znów się uspokaja. Pojawia się trochę starych opasek, woda jest niezbyt głęboka i szczupakowa i to właśnie szczupak jest tu dominującą zdobyczą spinningistów. Następne sumowe miejsca pojawiają się dopiero w okolicach Małkini ale to już temat na inną opowieść.

Dane łowiska
W okolicy
Autorzy