Lipcowe sumy

Lipiec – sezon sumowy w pełni. W tym roku na Wiśle to nawet druga połowa sezonu, bo dźwięk kwoka słyszałem już w kwietniu. Wielu wędkującym przepisy dotyczące łowienia sumów, jak widać, nie przeszkadzają…

C i bardziej bojaźliwi nie mają ze sobą wędki, tylko uderzają kwokiem i patrzą w echosondę. Do końca nie wiem, w jakim celu. Może szukają ryb, żeby już 1 czerwca rozłożyć zestawy stacjonarne? Taki sumowy falstart ma wpływ na wyniki wędkarskie tych, którzy chcą rozpocząć połów, kiedy pozwala na to prawo. Pierwszomajowa wycieczka szybkim skuterem 300 km w górę rzeki uświadomiła mi skalę problemu oraz fakt, że za wszelką cenę niektórzy chcą złowić suma przed innymi. Odcinek od Kozienic do Sandomierza to istna mekka majowych łowców sumów. Pierwsze łódki łowiących z kwokiem mijaliśmy tuż powyżej progu elektrowni. O nie, to nie były kłusownicze pychówki, tylko pontony i doskonale wyposażone łódki aluminiowe. Piszę o tym nieprzypadkowo, bo lipiec powinien być jednym z najlepszych miesięcy na łowienie sumów, a nie jest, bo ryby już przećwiczone, ostrożne i podejrzliwe. Sumy jednak w Wiśle są i mają się lepiej niż inne gatunki. Warto zaznaczyć, że pomimo zarybień jest ich jednak dużo mniej niż przed laty – oczywiście tych większych, bo pięćdziesieciocentymetrowa zarybieniówka doskonale bierze na rosówkę i jest głównym celem dla wielu wędkarzy, ceniacych sobie wartość kulinarną rybiego mięsa. Mam wrażenie, że największe osobniki ze względu na długotrwałe niżówki i szybkie wahania stanu wody migrują w dół rzeki w poszukiwaniu lepszych warunków.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Rafała Jędrzejewskiego na stronie 50 WŚ 07/2021.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Autorzy