Każdy, kto choć raz trzymał w ręku wędkę i użył jej zgodnie z przeznaczeniem, i ta czynność sprawiła mu przyjemność, dorośnie kiedyś do stwierdzenia, że czas się zmierzyć z wielką wodą. Takie jest naturalne prawo rozwoju wędkarza i potrzeba wyznaczania sobie nowych celów. Inną sprawą jest, czy nowe doświadczenie będzie jednorazowym przeżyciem i rozczarowaniem, czy może zrodzi wielkie uczucie.
Musimy bowiem wiedzieć, że morze trzeba pokochać i zrozumieć jak każdą wodę, a wtedy wyprawa, nawet ta przy wysokiej fali i nie zawsze pełnej kaście, będzie przygodą, a nie kolejnym powodem do narzekań. Cykl, który rozpoczynam, ma sprawić, że nasza wizyta zarówno na dużym kutrze, jak i na niewielkiej łodzi przyniesie nam zadowolenie i nie będzie tylko nauką na własnych błędach.
Jak dobrać sprzęt?
Zacznijmy od wędziska. Mamy tu dwa rozwiązania. Pierwsze to lektura wszelkich dostępnych materiałów dotyczących tego zagadnienia. Drugie zaś to rozmowa i zadawanie pytań wszystkim, którzy mają duże doświadczenie i chcą się nim podzielić. Stanowczo odradzam wybór sprzętu metodą „chyba będzie dobry”. W ramach doświadczeń i ludzkiej przekory łowiłem wprawdzie sandaczówką o ciężarze wyrzutu do 40 g i pilkerami o masie 250 g(!!!). Jednak nieumiejętny wyrzut takim zestawem zakończy się w najlepszym razie połamaniem wędki. Jeśli już o niej mowa, to trzeba zaznaczyć, że aby była właściwa, musi spełniać kilka warunków.
Dobrą wędkę cechuje:
- Długość 240 – 300 cm. Dłuższe lub krótsze dokupimy z czasem, jeśli w miarę zdobywania doświadczeń uznamy, że przyda nam się drugi kij.
- Odpowiednia masa wyrzutowa, zależna od masy używanych pilkerów, a ta, jak wiadomo, będzie zależeć od głębokości łowiska i prędkości dryfu. Na rynku są już wędki z wymiennymi dwiema lub trzema szczytówkami o różnych parametrach wyrzutu. Nie są może tanie, lecz jeśli mielibyśmy kupić trzy osobne kije o podobnych parametrach, wówczas i tak okaże się, że zaoszczędzimy trochę na inny sprzęt. Masa pilkerów używanych w Bałtyku rzadko przekracza 200 gramów, nie ma więc potrzeby stosowania wędzisk o większej masie wyrzutowej.
- Odpowiednia praca. Dawno już wyszły z mody tzw. sztywne pały, czyli inaczej mówiąc, kije od szczotki. Ich wygląd i rozmiar były wprost proporcjonalne do masy i szybko męczyły rękę łowiącego. Miały rację bytu kilkanaście lat temu, w dobie powszechnie używanych, rozciągających się żyłek, na których zacięcie ryby było praktycznie niemożliwe miękkim wędziskiem. Jednak dziś, gdy stosujemy plecionki, znakomicie sprawdzają się delikatniejsze kije. Ich zaletą jest mniejsza masa i amortyzowanie uderzeń ryby.
Pozwala to na zniwelowanie błędów wędkarza popełnianych w trakcie holu. Niewątpliwą zaletą lekkich wędzisk jest również dobra sygnalizacja delikatnych brań. Przy technice opadu, podobnej do tej stosowanej w łowieniu sandaczy, a także przy bocznym wietrze wybrzuszającym często plecionkę, ta zaleta uwidacznia się najbardziej. Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt stosowania takiego sprzętu. Pięknie wygięty kij działa na wyobraźnię nie tylko naszą, ale także rywalizujących z nami kolegów.
Kołowrotek

Już na samym początku odradzam stosowanie multiplikatorów. Po pierwsze dlatego, że wolniej opuścimy przynętę na dno niż zestawem z kołowrotkiem o szpuli stałej. Po drugie, czas holu ryby lub zwijania zestawu jest znacznie dłuższy. W przypadku dużej konkurencji na kutrze lub łodzi, gdy ryb jest niewiele w łowisku, ten właśnie czynnik może zadecydować o liczbie złowionych ryb.
Obecne kołowrotki, w zależności oczywiście od ceny, oferują wszystko, czego od nich wymagamy. Najważniejsza wydaje mi się żywotność kołowrotków. Najbardziej żywotne będą kołowrotki specjalnie przeznaczone do łowienia w morzu. Inne, np. karpiowe, mimo dobrych pozostałych parametrów zostaną zniszczone w ciągu kilku miesięcy, a czasem już po pierwszej wyprawie. Nigdy bowiem nie uda nam się ich dokładnie umyć. Chyba że rozbierzemy je po każdym rejsie na części pierwsze i umiejętnie zakonserwujemy.
Morski kręciołek nie musi mieć rozmiaru 6000 czy 7000. Sam łowię piątką i na bałtyckie łowy jest to optymalna wielkość. Mniejsze się nie nadają, ale głównie dlatego, że mają zbyt małą korbę, która wyciąganie pilkera z kilkudziesięciu metrów czyni koszmarem.
Plecionka
O jej właściwym doborze powiem w następnym numerze. Najważniejsze na początek, by jej ilość była proporcjonalna do głębokości łowiska. Do 50 m w zupełności wystarczy zapas 110 m. Przy większej wymagany jest zapas 150 m. Grubość ok 0,20 mm jest bezpieczna i pozwala komfortowo łowić. Nie polecam najdroższych plecionek. Cena, jaką zapłacimy za wizytę nad wrakami lub w towarzystwie kolegów plączących zestawy, może skutecznie zniechęcić nas do tej formy wędkowania.
Pilkery

Każdy wędkarz powinien mieć w swoimi zapasie całą gamę tych przynęt. Kupujemy je ze względu na kolor, wygląd, budowę i związany z nimi charakter pracy. Najważniejsza jest jednak masa, a co za tym idzie, możliwość podania go na odpowiednią głębokość, tak aby jego praca była atrakcyjna dla ryb.
Zbyt duży ciężar, tak pożądany, jeśli chodzi o szybkie dotarcie przynęty do dna, wyklucza jej atrakcyjność w przypadku słabego żerowania. Zbyt mały natomiast spowoduje, że przynęta nie będzie pracowała w strefie przydennej. W tym przypadku zmuszeni będziemy do częstej korekty poprzez uwalnianie kolejnych metrów linki. W Bałtyku zwykle stosuje się pilkery od 80 do 150 g. Tylko wybierając się na głębokie łowisko, warto zabrać pilery o masie 200–250 g.
Przywieszki

W bałtyckim łowieniu przywieszka jest narzędziem tak samo ważnym jak pilker. Tutaj albo idziemy na łatwiznę i kupujemy gotowe, albo uczymy się węzłów i sami wiążemy przywieszki, uzbrajając je w dowolne przynęty. Optymalna grubość żyłki stosowanej do przywieszek to 0,45–0,60. Cieńsze szybko się przetrą, a przy braniu dubletu, zwłaszcza większych ryb, często nie wytrzymują.
Tak zerwane ryby mają niewielką szansę na uwolnienie się z haka, czego z pewnością chcielibyśmy uniknąć. Grubsza żyłka powoduje nienaturalną pracę przywieszki, a co za tym idzie – słabsze wyniki. Zwłaszcza gdy żerowanie ryb przypomina powiedzenie o pannie młodej, co to „chciałaby i boi się”.
Ubiór

Ten element wyposażenia wędkarza ma kolosalny wpływ na jego samopoczucie na wodzie. Kombinezon wypornościowy jest tu niezbędnym elementem przez znaczną część sezonu. A już z pewnością w przypadku wypraw na szybkich łodziach, gdzie styczność z wodą jest większa. Resztę uzupełniają wodoodporne buty i czapka. Zimą cieplejsza, latem zaś ta z daszkiem, chroniąca przed słońcem.
Sugeruję też noszenie okularów polaryzacyjnych w dni słoneczne. Promienie, zarówno te bezpośrednie, jak i odbite od powierzchni wody, mają negatywny wpływ na nasz wzrok. Dopełnieniem będą rękawice i tłusty krem do twarzy zimą, latem zaś ten z filtrem.
Tekst i fot. Zbigniew Biernacki











