przynęta

Przynęty wzięte z natury

Prekursorami podrabiania natury byli bez wątpienia muszkarze. Wygrzebywane spod kamieni żyjątka były kopiowane w domowych warsztatach. Z czasem ta moda dotarła do wszystkich dziedzin wędkarstwa.

Od sztucznej kukurydzy, przez ochotkę, białe robaki, żuczki, biedronki, aż po wierne imitacje ryb czy ssaków. Dzisiaj już nikogo nie dziwi przynęta wyglądająca jak żaba, rak czy ośmiornica. Producenci prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych sposobów na wierne oddanie najdrobniejszych szczegółów w produkowanych przynętach. Czy to jednak w jakikolwiek sposób przekłada się na wędkarskie wyniki? Sądzę, że tak, pod warunkiem jednak że za takimi przynętami stoi przemyślana strategia produkcyjna, a nie tylko szybki sposób na oszukanie wędkarzy.

JAK ŻYWE

Jeśli sztuczne ziarenko kukurydzy będzie wyglądało idealnie i posiadało doskonale dobrany kolor, ale jego zapach nie zostanie na etapie produkcji zmieniony, to żadna szanująca się ryba nie skusi się na żółte paskudztwo śmierdzące plastikiem. Nawet najlepiej skręcona mucha, jeśli swym rozmiarem będzie odstawała od naturalnego pokarmu, prędzej spłoszy ostrożnego pstrąga czy lipienia, niż zachęci go do brania. Także w spinningu istnieją podobne analogie. Nadanie odpowiedniego kształtu i koloru sztucznej rybie jest dzisiaj stosunkowo proste. Ale jeśli taka przynęta nie będzie odpowiednio pracowała, na efekty możemy długo czekać.

Ciąg dalszy artykułu na stronie 22 WŚ 04/2020.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy