trocie-zima

Podążając za trociami

Kiedy zaczynałem pisać ten tekst, poranne przymrozki i zimny wiatr wiejący z północy powodowały, że czułem w kościach małe zajawki klimatu styczniowych wypraw w poszukiwaniu zimowych troci. No właśnie, wielu z nas ruszy nad pomorskie rzeki w poszukiwaniu styczniowych salomonidów. Sezon można rozpocząć w dwojaki sposób. Jednym z nich jest ruszenie nad rzekę zaraz po hucznej sylwestrowej imprezie, na kacu gigancie. Wygląda to mniej więcej tak, że rzucasz obojętnie czym i obojętnie gdzie z nadzieją, że może coś weźmie. Można też się do tego odpowiednio przygotować, tak aby nasze ryby nie były dziełem przypadku. Dla jasności, swoje trociowe sezony zaczynałem już na oba sposoby, ten drugi przynosi zdecydowanie lepsze efekty.

Dzisiejsza wędkarska rzeczywistość w naszym kraju wygląda mniej więcej tak, jak by na wioskę, gdzie mieszkają dwie panny przypadało dwudziestu kawalerów. Po pewnym czasie kończą się im komplementy, których panna by już nie słyszała. Słysząc je za często, przestaje na nie reagować, a w skrajnych przypadkach zaczynają ją irytować. Tak samo jest z naszymi trociami. Presja jest ogromna, a ciągi tarłowe nierówne. Kiedy ryb wejdzie dużo, to i więcej kawalerów zadowolonych.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Jacka Kaczmarczyka na stronie 14 WŚ 01/2020.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy