leszcze

Na skisłą zanętę

„Nie jestem w stanie opisać smrodu, jaki wydobył się po zdjęciu pokrywek z trzech wiader, które Marcin wtargał do łodzi. Myślałem, że padnę trupem, bo uciec nie było gdzie. Zdaniem Marcina, im bardziej skisła zanęta, tym lepiej – w końcu na dnie cały czas coś kiśnie i fermentuje. (…)

Łubin to jeden z czterech składników, drugim jest (…).  Każdy ze składników jest parzony oddzielnie. Czwarty składnik jest najtańszy i właściwie nie wymaga żadnych zabiegów. (…) Po pięciu dniach, gdy wierzchnie ziarenka pokrywają się białawym nalotem, zaczyna się dramat. Jakby tego było mało, Marcin dodaje do tego zepsutego szuwaksu zapachu. (…)

Częstym przyłowem jest natomiast ładna płoć. Zaczynamy od łowienia z dna, ale regułą jest łowienie w toni, tuż nad dnem. Im wyżej, tym większa szansa na płoć i mniejsza na leszcze. Gdy zaczynają brać płotki, czekamy cierpliwie, aż przestaną. To znak, że zaraz zacznie się leszczowanie. Gdy spławik chodzi po wodzie i się przytapia, to znak, że bierze mała ryba. – Albo wystawi, albo spiernicza – tak określa Marcin branie dużej ryby, co potwierdza się w praktyce.”

Marek Szymański opisuje sposób Marcina Bullmana na grube leszcze – Na skisłą zanętę”. Szczegóły znajdziecie w „Wędkarskim Świecie” 8/2017 na stronie 58.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy