okoń

Okoniowy raj

Kiedy na początku kwietnia koledzy proponowali mi wyjazd na okonie, od razu szukałem wymówki i planowałem chorobę albo masę zajęć. Wiadomo – żona też była idealnym alibi. Wszystko zmieniło się jednak, kiedy w końcu dałem się skusić na wspólną wyprawę.

Głód przygody niezaspokojony zimą sprawił, że postanowiłem się przełamać i zobaczyć, o co chodzi w tych (jak mi się wy- dawało) nudnych, bo małych rybach. Przecież jak można łowić okonie, gdy niedługo zaczyna się sezon na szczupaki i sandacze? Mimo szczerych chęci nie zobaczyłem na końcu żyłki żadnej ryby. Inaczej było z moimi kompanami. Kiedy kolega, z którym byłem na łódce, wyciągnął pierwszego okonia długości powyżej 40 cm, zmieniłem zdanie. To jest to! – po- myślałem. – Muszę się podszkolić. Kolejny tydzień i nowe możliwości. Przynęty kupione w sklepie wędkarskim, pies do rodziców, żona na łódkę, pierwsze dni ciepła – jedziemy. Jako że nie potrafiłem posługiwać się małymi przynętami, na co dzień łowiąc głównie szczupaki na ciężko, postanowiłem zmontować zestaw drop shot. Pierwsze 3 rzuty i jest ryba! Ręce drżą, nogi miękkie jak z waty – po to tu przyjechałem! Wyciągam miarkę – okoń 38 cm! Kolejne rzuty – 36 cm i 5 mniej- szych. O tak, to zmiana na lepsze! Niesamowite emocje. Z każdym rzutem chciałem złowić coraz większego okonia – tłuściutkiego i pięknie wybarwionego. Zdjęcia wychodziły wręcz niesamowite.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Bartłomieja Franczaka na stronie 40 WŚ 08/2021.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Autorzy