Widzenie z sandaczem

Widzenie z sandaczem

Nie ma wątpliwości, że sandacze widzą nieco inaczej niż większość ryb. Trzeba o tym pamiętać przy wyborze koloru przynęty. I tak w konsekwencji najlepsza będzie ta, w którą wierzymy. Czasem jednak takie teorie biorą w łeb i trzeba kombinować.

Od wielu lat łowię sandacze i wielokrotnie zdawałem się na coś, co już wcześniej bywało skuteczne. Nie szukałem głębszego sensu. Ot, działało, więc po co kombinować. Czasem zdarzało mi się dojść do jakichś odkrywczych wniosków, jednak czasem brakowało samodyscypliny, by je potwierdzić na łowisku. I w końcu przyszedł moment, że musiałem się z tym zmierzyć.

To łowisko sandaczowe odwiedzam od kilku lat. Spora populacja ryb sprawia, że można się nałowić. Bywają oczywiście lepsze i gorsze okresy, ale generalnie ryby dopisywały. Kolejny czerwiec, kolejna wizyta i od razu meldują się sandacze. Instynktownie biorę się do łowienia tym, co działało w roku ubiegłym – przezroczysta perła ze srebrnym brokatem. Brania są niemal natychmiastowe, ale ryby nie powalają rozmiarami. Późnym popołudniem sytuacja nie ulega zmianie. Ryby biorą niemal z każdego napłynięcia, ale to ciągle sztuki do 60 cm.. Postanowiłem zmienić przynętę na coś większego i w innym kolorze. Po godzinie bez brania wróciłem do poprzedniej gumki i od razu pstryki. Dopiero wieczorem, obmyślając plan na następny dzień, coś mi zaświtało. ...

Artykuł na ten temat czeka na Was na stronie 58 WŚ 6/2018. 

Autor artykułu

Wojciech Krzyszczyk
Wojciech Krzyszczykstały współpracownik Profil autora

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
rapala pike program