metoda-zylkowa

Metoda żyłkowa

Metoda ta wciąż budzi wiele kontrowersji. Część muszkarzy traktuje ją jak coś hańbiącego, co kala ręce i sprzęt prawdziwego sportowca. Myślę, że to gruba przesada i że nie należy ulegać skrajnym poglądom. Przyznaję jednak, że rzadko ją stosuję. Większą przyjemność sprawiają mi inne sposoby łowienia na muchę. Przychodzą jednak momenty, gdy trzeba ją zastosować, bo pozostałe metody się nie sprawdzają. Tak często bywa właśnie w okresie zimowym, gdy nie ma latających owadów.

Metoda żyłkowa to nic innego jak przepływanka bez spławika. Sprawdzają się więc dłuższe kije. Najwygodniej jest operować muchówką mierzącą od 3 do 3,45 metra do linek o numerach 2–5. Dłuższe są mało wygodne w użyciu, zwykle za ciężkie do swobodnego wędkowania. Kołowrotek najlepiej zwykły z jak najlżejszą i cienką linką.

Stosowanie tej metody ograniczają przepisy regulaminu. Przede wszystkim określenie maksymalnej długości przyponu do dwóch długości wędki. Tam jednak, gdzie dozwolony jest połów na sztuczne przynęty, dobrze jest zrezygnować z dwóch nimf, łowić na jedną, ale za to z długim na kilkanaście metrów przyponem.

Do końca linki muchowej przywiązujemy odcinek żyłki o grubości od ok. 0,22 do 0,30 mm. Może to być na przykład żyłka w kolorze fluo (jej długość należy dostosować do wymogów regulaminu). Ostry kolor znacznie ułatwi obserwowanie zestawu nad wodą. Jeśli jednak stosujemy zwykłą nylonową żyłkę, to do jej drugiego końca przywiązujemy krótki, kilkunastocentymetrowy kawałek fluorescencyjnej żyłki. Niektórzy wędkarze stosują kombinację dwóch lub trzech różnych kolorów. Teraz do końca kolorowej żyłki przywiązujemy właściwy przypon, który wraz z muchami będzie płynął pod wodą.

Cieńsza żyłka znacznie lepiej nadaje się do prowadzenia much i podnosi czułość zestawu, ale grubszą …

Cały artykuł czeka na Was na stronie 39 WŚ 12/2017. Zapraszam.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy