grunt

Grunciarz – to brzmi dumnie

Nie ma chyba wędkarza, który nie próbował łowić ryb z gruntu, ale już zapewne zostało niewielu pamiętających koncert dzwonków nad wodą.

Mowa o dzwonkach umocowanych do wędek gruntowych, których to z kolei można by spokojnie obecnie użyć do połowów w morzu. W dzisiejszych realiach dzwonki nad wodą to już rzad- kość, a i wędki przeszły metamorfozę. Teraz „drgają” i nie potrzeba już sygnalizatorów rodem z dzwonnicy. Drżenie szczytówek – o tym tu mowa – to pożądanie coraz większej rzeszy wędkarzy odchodzących od starych metod gruntowych i, niestety, od zwykłej metody spławikowej. Chociaż tych drugich w zupełności rozumiem, bo teraz sam przedkładam gapienie się w drgające szczytówki niż w skaczący spławik. Drgające szczytówki, przez wędkarzy nazywane feederami, przeżywają w ostatnich czasach prawdziwy rozkwit. Wydawałoby się, że to sprzęt dla leniucha, ale kto tak uważa, jest w błędzie. Feeder to nie tylko wędka i kołowrotek, najważniejsza w zestawie jest bowiem szczytówka, która jest sygnalizatorem brań, a używana w porach np. późnojesiennej albo wczesnowiosennej bardziej przypomina akcję i funkcję kiwoka wędki podlodowej niż typowej szczytówki. Dostępne komercyjnie szczytówki o tak delikatnej akcji i wrażliwości ugięcia są niestety dość kosztowne, co stanowi pewną barierę, ale mając choć odrobinę smykałki do majsterkowania, można dostosować każdą szczytówkę do własnych potrzeb i wymagań każdego łowiska.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Grzegorza Sybilskiego na stronie 63 WŚ 10/2020.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy