latajacy-holender

Latający Holender

Już za 5 minut będzie wolno łowić szczupaki. Wcześniej lepiej nie afiszować się zbytnio ze szczupakowym sprzętem, bo u nas uważane jest to za naruszenie Regulaminu, a w najlepszym razie za niezgodne ze zwyczajem pozwalającym łowić szczupaki dopiero po 1 maja. I nie pomaga zwykle tłumaczenie, że się wypuszcza, gdyż dla większości wędkarzy będzie to tłumaczenie zupełnie niezrozumiałe. Są jednak kraje, w których szczupaki łowi się na okrągło, a piszę te słowa na gorąco po powrocie z takiego kraju.

Do Holandii jechałem podkręcony opowieściami Maćka Jagiełły o zasandaczonym i zaszczupaczonym ujściu Renu, więc i nadzieje miałem spore. Tym razem los rzucił nas jednak do krainy nieprzyjaznej dla człowieka o jakiejkolwiek wrażliwości estetycznej, bowiem północna Holandia z tysiącami hektarów wydartych morzu to kraj najbrzydszy na świecie. Trudno tu znaleźć pędź ziemi nieprzetworzonej przez człowieka, nie sposób zobaczyć jednego naturalnie rosnącego drzewa, krzaczka, czy choćby kawałka dzikiej wody. Wszędzie rolniczo-przemysłowy industrial z fabrykami, oborami i tylko urokliwa architektura zadbanych wsi i miasteczek z wypieszczonymi ogródkami daje nieco odpoczynku dla umęczonych brzydotą oczu.

Naszym łowiskiem były kanały odwadniające wypełnione cieczą o sino-brązowej barwie i często zapachu rozcieńczonej gnojowicy, których jest tu kilka tysięcy kilometrów. W Polsce mało kto odważyłby się wrzucić przynętę w taką kałużę, a okazało się, że tutaj jest to woda przebogata w duże szczupaki i przez to warta tego, by pomimo braku walorów estetycznych odwiedzały ją co roku setki wędkarzy z całej Europy. Mało tego – podczas kilkudniowej wyprawy utwierdziłem się w przekonaniu, że wyprawa do Holandii jest najtańszym sposobem na złowienie metrowego szczupaka – znacznie tańszym niż Skandynawia.

Polski kanał

Nie zawsze było jednak tak pięknie. Niegdyś Holendrzy tłukli drapieżniki  czym się dało, co doprowadziło do znacznego pogorszenia jakości wody w kanałach (i tak niezbyt czystej ze względu na bardzo intensywne rolnictwo). Dopiero tytaniczna praca w ostatnich 20 latach m. in. Jana Eggersa, znakomitego łowcy szczupaków Bertusa Rozemajera oraz kilku innych wędkarzy połączona z edukacją w szkołach i ze ścisłą współpracą z policją doprowadziła do tego, że najpierw zaczęły być przestrzegane narzucone limity i okresy ochronne, a obecnie są one zupełnie niepotrzebnym i martwym zapisem, bo zwyczajowe prawo zabrania w ogóle zabijania szczupaków, co najprawdopodobniej już za rok-dwa znajdzie swoje odbicie w aktualnie nowelizowanym prawie pisanym.

Roczna licencja kosztuje 25 euro. Niewiele, a to zdaniem Jan Eggersa dzięki małym kosztom utrzymania wody. Nie prowadzi się bowiem żadnych zarybień, a więc nie ma też ośrodków zarybieniowych wraz ze sztabem ludzi potrzebnych do ich obsługi. Świadomość wędkarzy jest taka, że policja ma niewiele kłopotów z amatorami mięsa, a nie trzebione wody nie wymagają biurokracji, przepisów naukowców, operatów i tej całej otoczki, dzięki której u nas nie ma ryb. I muszę przyznać, że serce mi się krajało na myśl, że z takiego bakutilu – bo trudno porównywać holenderskie kanały do naszych Mazur i rzek – da się tyle wycisnąć jednym prostym zabiegiem pod tytułem Catch and Release – tym bardziej, że oprócz szczupaków pływa tu mnóstwo karpi, leszczy i karasi, które również mogą być atrakcyjne dla naszych wędkarzy.

Latający Holender

Holenderskie kanały mogą służyć do instruktażu łowienia szczupaków w płytkich wodach – pomóc w wypracowaniu nowych reguł i metod oraz potwierdzeniu lub obalaniu starych. Warto przed nadchodzącym sezonem kilka z nich sobie odświeżyć i przypomnieć.

Pierwszą zasadą gwarantującą sukces jest łowienie w wodach rybnych, bo są to wody, które obdarzają piękną zdobyczą nawet przy najgorszej pogodzie. A jeśli nic nie złowimy, to znaczy, że coś robimy źle.

Drugą zasadą jest to, że w wodach, gdzie ryby nie są zmanierowane, brania następują w pierwszych rzutach. Pierwszego dnia, dopóki nie zorientowaliśmy się o co chodzi, Jan Eggers nie dawał nam szans na obłowienie najlepszych miejsc. Mimo podeszłego wieku był szybki jak błyskawica, co – nawiasem mówiąc, jest znakomitym odzwierciedleniem tradycyjnej holenderskiej gościnności. Szczupaki tak jak wszystkie ryby wybierają łatwe do odczytania przez wędkarza miejsca wyróżniające się od otaczającego tła czymkolwiek. Może to być zmiana głębokości, nasłonecznienie, jakiś przedmiot lub zawirowanie monotonnej linii brzegu. Te miejsca powinny być obławiane w pierwszej kolejności.

Najlepszym miejscem na kanałach były „wloty” – czyli mostki i rury, gdzie kanał przechodził pod drogą. Tam zwykle półmetrowa płycizna kanału zmieniała się w metrową „głębię”, a harmonię i spokój wody zakłócał kawałek betonu. Po wykonaniu kilku rzutów należało przejechać w kolejne miejsce. Ponieważ kanały są zawsze przy szosie, to najwięcej możliwości ze względu na dużą liczbę wlotów dawały ronda. Po nabraniu wprawy w szybkim wsiadaniu i wysiadaniu z samochodu z wędką w ręku – można było w ten sposób zrobić kilkadziesiąt miejsc dziennie.

W wodach bezwstydnie zaszczupaczonych nie działa paproch – zwłaszcza podany na bocznym troku, co udowodnił w przekonujący sposób Andrzej Zieliński, usiłując bezskutecznie złowić na badziewiarkę* szczupaka. W wodach o dużej konkurencji pokarmowej szczupaki chętniej wybiorą od razu danie główne niż przekąskę – i najlepiej biorą na masywne przynęty od 10 do 15 cm, przy czym kolor nie ma specjalnie znaczenia.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy