Trzy tygodnie po przyborze

Trzy tygodnie po przyborze

Trollingowy sezon na dolnej Wiśle nie był łatwy. Dni, kiedy trollingowcy notowali sporo podpuków i pustych brań, były przeplatane wielodniowymi okresami kompletnego marazmu. Był jednak krótki okres, gdy sumy brały znakomicie, ale też tylko przy zbiegu kilku czynników.

W pierwszej dekadzie  lipca przyszła duża woda i właśnie trzy tygodnie opadającej wody, zanim ustalił się jej ekstremalnie niski poziom, trzeba było wykorzystać. Sumy nie brały przez cały dzień. Przede wszystkim musiała iść woda – co związane jest z pracą zapory we Włocławku. Podczas tych chwilowych przyborków woda podnosiła się raptem o kilkanaście–kilkadziesiąt centymetrów, ale to wystarczyło, by uaktywnić sumy. Taki przybór trwał 3–4 godziny i miał miejsce między godzinami 10 a 15. Nurt przyspieszał, a na powierzchni pojawiały się śmieci – trawy, gałęzie itp. Najważniejszym warunkiem było nie przegapić tego momentu. A nie było łatwo, gdyż właśnie w tych godzinach większość trollingowców szukała cienia, by przeczekać największy skwar. Gdy ustaliła się skrajna niżówka, sumy nie pojawiały się na przykosach, a nawet jeśli się pojawiały, to nie brały. Aktywnego suma na przykosie widać było jako dużą czerwoną kulę w toni. Zwykle w kilka sekund po tym, gdy ta kula pojawiła się na ekranie, następowało branie.

Drugim czynnikiem było znalezienie ....

Jaki był dla mnie ten sezon? Zapraszam Was na stronę 17 WŚ 1/2019.

Autor artykułu

Marek Szymański
Marek Szymański zastępca redaktora naczelnego Profil autora

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
Dargon