Spływ za tołpygą

Spływ za tołpygą

12 grudnia wybraliśmy się z tatą na ryby. Miejscem połowu była Wisła koło Gniewu. Polowaliśmy na miętusy i sandacze metodą gruntową. Około godz. 7.00 byliśmy nad wodą, musieliśmy jeszcze tylko zwodować łódkę. Po około 20 minutach płynięcia dotarliśmy na miejscówkę, po czym zaczęliśmy rozwijać sprzęt. Na jedną z moich wędek założyłem filet z uklei, a na drugiej był pęczek rosówek na haczyku 1/0 z przyponem z plecionki 0,14 mm. O godzinie 9.00 zauważyłem mocne uderzenie na wędce, na której miałem założony pęczek rosówek. Gdy podszedłem do wędki, nastąpiło tak silne branie, że niemal wciągnęło mi wędkę do wody. Szybkim i zdecydowanym ruchem zaciąłem rybę i poczułem niezwykle silny opór. Po 5 minutach holu z brzegu stwierdziłem, że to nie ma sensu i trzeba wsiąść na łódkę. Hol z łodzi był łatwiejszy, ale ryba i tak wysnuwała z mojego kołowrotka kolejne metry plecionki. Spływaliśmy za rybą ponad pół kilometra z nurtem rzeki, aż w końcu udało nam się wciągnąć ją w wolne zakole za główką, gdzie wymęczyłem rybę. W końcu pokazała się na powierzchni. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu tym silnym przeciwnikiem okazała się wielka tołpyga. Ponieważ tołpygi występują u nas rzadko, byliśmy bardzo zdziwieni. W sumie hol trwał 45 minut. Po zmierzeniu i zważeniu ryby miarka wskazała 125 cm, a waga 28,5 kg. 

Tekst Kuby znajdziecie także na stronie 46 WŚ 4/2016.

 

Autor

Jakub Dorn
Jakub Dornlat 14

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
Dargon