Sandacz spod burty

Sandacz spod burty

"Jesień to bez wątpienia czas sandacza. Chłodniejsze dni sprawiają, że nad rzeką jest już coraz mniej wędkarzy, szczególnie gruntowych, co daje nam większe możliwości w znalezieniu swojej miejscówki. Wiele osób korzysta ze środków pływających, jednak brak takiego środka wcale nie oznacza gorszych wyników. Łowiąc z brzegu także możemy znaleźć swoje złote miejsce, które będzie darzyło nas rybami przez całą jesień. W tym odcinku chciałbym zatem pokazać Wam, jak wydłubać sandacza spod rzecznej burty.

Myśląc o piaszczystej burcie, mam przed oczami powalone drzewa i grubą wodę w okolicy. A jak to już zazwyczaj jest, to, co znajduje się nad powierzchnią, leży także na dnie. Gałęzie i patyki to ulubione schronienie mętnookich drapieżników. Sandaczy pod burtami szukam w zaczepach. Niestety, zawsze liczę się z tym, że mogę zostawić parę przynęt w wodzie. Brania najczęściej następują, gdy tylko przynęta znajdzie się w pobliżu zwaliska. Z tego powodu wypracowuję sobie ścieżkę prowadzenia gumy, co zajmuje trochę czasu. Na początku delikatnie ostukuję dno i pamiętam, aby nie zacinać, gdy szczytówka lekko się ugnie, bo można uwadzić tak, że pomoże tylko rwanie plecionki. Sandacze z nurtu walą wściekle w przynętę i po pierwszych paru kontaktach bez problemu odróżnimy branie ryby od zatrzymania przez podwodną przeszkodę. Rzuty oddaję prostopadle do nurtu i ostukuję dno tak, żeby guma wachlarzem przechodziła przez rynnę. W ten sposób staram się obławiać leżące na dnie patyki i gałęzie, których położenie dokładnie zapamiętuję po każdym ,,nierybnym’’ kontakcie. Łowiąc ciężkimi gumami, lubię kombinować z prowadzeniem. ..."

Cały artykuł Macieja Klonowskiego czeka na Was na stronie 41 WŚ 10/2017. 

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
Dargon