Anatomia miejscówki - płytkie szczupaki

Anatomia miejscówki - płytkie szczupaki

Jako dzieciak od tego właśnie zaczynałem. Pobliskie grajdołki i wyrobiska pożwirowebyły moimi głównymi łowiskami. Nie łowiłem okazów, ale szczupaków i okoni nigdy nie brakowało. Po wielu latach powróciłem do takiego łowienia. Trochę przez presję na dużych akwenach i trochę z przekory.

Lubię sam sobie udowadniać pewne rzeczy. Jak kiedyś sobie wymyśliłem, że nawet na małych, ale rzadko odwiedzanych zbiornikach muszą być duże szczupaki, tak postanowiłem zmierzyć się ze swoją tezą i stałem się ich bywalcem. Po latach już wiem, że miałem rację. Ale tę rację okupiłem setkami godzin w błocie po pachy i z hordą komarów nad głową. Często nawet bez jednego brania. Zbiornik zbiornikowi nierówny i nie w każdym trafimy na szczupakowe eldorado. Z jednej strony to dobrze, bo jednym z prawideł takiego łowienia jest to, że jeśli wszędzie biorą maluchy, to trudno złowić tam przyzwoitą rybę. Oczywiście coś musiało wydać te maluchy na świat, ale trafienie mamuśki jest niezmiernie trudne. Z kolei jeśli brania są rzadsze, ale meldujące się ryby mają od 70 centymetrów w górę, to jest dobrze. Małych nie mam, bo zeżarły je większe drapieżniki i spotkanie z okazem jest bardzo realne. Bywałem nad różnymi wodami, niekiedy tak porośniętymi, że trudno się było przebić do wody przez dywan roślinności.

Ciąg dalszy artykułu stronie 54 WŚ 5/2019.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata - szczegóły tutaj.

Autor artykułu

Wojciech Krzyszczyk
Wojciech Krzyszczykzastępca redaktora naczelnego Profil autora

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
Decathlon