Nie chcę dyrektyw, ustaw i rozporządzeń

Nie chcę dyrektyw, ustaw i rozporządzeń

Urzędnicy raz po raz serwują nam jakieś mniej lub bardziej mądre dyrektywy, ustawy i rozporządzenia, mające chronić środowisko naturalne.

Ostatnio rozgorzała unijna dyskusja na temat nadmiernej ilości plastiku i środków mającym temu przeciwdziałać. Ma nie być plastikowych torebek, patyczków do uszu, słomek do napojów, być może za tym pójdą inne obostrzenia.

Z drugiej strony inne przepisy oraz prawa marketingu wymuszają na producentach pakowanie wszystkiego w taki sposób, że opakowanie zawiera więcej plastiku niż sam towar. Interesy ekologii ścierają się więc na każdym kroku z interesami producentów, zarówno sprzętu, który kupujemy, jak i opakowań, w który ten sprzęt jest zapakowany. A w zasadzie nie ścierają tylko przegrywają.

Niestety nie mamy większego wpływu na to, co nam zaserwują urzędnicy, nie mamy wpływu na to, jak jest zapakowana nasza ulubiona błystka czy kołowrotek, tym bardziej że wyścig „na opakowania” z każdym sezonem nabiera rozpędu. Już nie wystarczy torebka strunowa na 20 gum. Teraz te 20 gum musi być zapakowane w cztery opakowania po pięć sztuk, a każda musi mieć swoją przegródkę z twardego plastiku. W sklepach często te 5 gum jest rozpakowywane i każda pakowana do oddzielnej torebki strunowej.

Błystka nie może wisieć jak niegdyś na tablicy korkowej - musi leżeć sztywno w pancernym blistrze wykonanym z folii nadającej się na stery do sumowych woblerów, a do otwarcia którego potrzebne są kombinerki, nóż i wiertarka. Wmawia się nam przy tym, że to dla naszego bezpieczeństwa. Otóż nigdy nie pokaleczyłem sie błystką czy główkami wrzuconymi luzem do papierowej torebki, natomiast już kilka razy spinacz z blistra wlazł mi pod paznokieć i pociąłem łapy ostrą sztywną folią, lub obciąłem nożem ogon rippera usiłując rozciąć opakowanie w które go upchnięto.

Żyłka kiedyś był sprzedawana w gołych szpulkach. Ktoś mądry wymyślił, że musi być zapakowana w blister podparty kartonem formatu A4, bo ponoć w ten sposób zapakowana się nie starzeje. Jak wytłumaczyć zatem, że bolenie, o których piszę na stronie 32, złowiłem na plecionkę Fire Line 0,16, którą dostałem w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku od ówczesnego przedstawiciela Berkleya. Mam ją nawiniętą na równie wiekowego zapasowego Byrona, którego  używam w wypadkach, gdy zawiedzie sprzęt podstawowy, co stało się na tej wyprawie. 20 lat to dobry wynik dla plecionki, nawet gdy jest sporadycznie używana. Myślę, że wynik nieosiągalny dla większości współczesnych wyrobów i tu jest kolejny problem nadmiernej ilości śmieci. Mało tego – na drugiej szpuli mam nawiniętą „z tej samej dostawy” żyłkę Abulon Ekstra 0,25 mm.

Starsi wędkarze zapewne pamiętają jasnoniebieskiego Abulona. Mimo że leciwa i nigdy nie widziała blistra (a wożona jest w aucie w którym temperatura latem dochodzi do 70 stopni), nie bałbym się wyholować na niej metrowego szczupaka. Obecnie w dobie dbałości o środowisko i nasze bezpieczeństwo  każdy zakup żyłki, przynęt lub czegokolwiek to karton więcej  śmieci, których problem "ekologicznie" odpychamy od siebie wraz z ciężarówką, która po nie przyjeżdża. Dotyczy to zresztą każdej branży.

Na wstępie napisałem, że urzędnicy serwują nam mniej lub bardziej mądre dyrektywy, ustawy i rozporządzenia mające chronić środowisko naturalne. Po przeczytaniu swojego własnego tekstu stwierdzam, że zwykle są one jednak mniej niż bardziej mądre i  faktycznie są one tworzone w czyimś interesie ale na pewno nie w interesie środowiska.

Autor artykułu

Marek Szymański
Marek Szymański zastępca redaktora naczelnego Profil autora

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
rapala pike program