Życiowy kleń 61,5 cm

Na kleniowe wypady staram się wybierać w samotności, gdyż łatwiej mi niepostrzeżenie podejść upatrzone ryby. Sprzęt ograniczam do wędziska, podbieraka, kilku przynęt na zapas, matomiarki, statywu oraz butelki wody. Niezależnie od pogody poruszam się w spodniobutach. Dają mi ochronę przed kleszcza-mi, a zarazem są przydatne, gdy kleń utknie w trawach.Nic nie zapowiadało sukcesu, gdyż klenie przestały zbierać przynęty z lustra wody około 20 sierpnia. Przygotowałem się jednak na ten moment i wcześniej zrobiłem przeciążone żuki bezsterowe do obławiania toni wody.Żuki te nazwałem „żółtobrzeżki”. Jak w każdy wolny dzień wybrałem się nad wodę. Do obłowienia wybrałem trudno dostępny odcinek rzeki. W takich miejscach poruszam się nad wyraz wolno,a każdy krok jest przemyślany i wzrokowo skontrolowany. Muszę znacznie ostrożniej i ciszej przemieszczać się,bo jeśli upatrzony kleń odsunie się zeswojego stanowiska, to szanse na branie znacznie maleją. Pierwsze ryby, które się skusiły, nie były duże. Jazik ok. 30 cm i kleń 38 cm. Przesuwałem się dalej,aż dotarłem w miejsce, gdzie pokrzywy sięgały policzków. Takie miejsca warto odwiedzać, gdyż są mało uczęszczane,a ryby w nich – nieskłute. Przesuwałem się kroczek po kroczku, aż wypatrzyłem klenie 40+ blisko przeciwnego brzegu.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Stanisława Malleka na stronie 27 WŚ 03/2021.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Autorzy