wyjątkowy-sezon

Wyjątkowy sezon

Kolejny rok stał się historią, pięknym wspomnieniem zapisanym w pamięci i na zdjęciach. Jaki był? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Dla mnie był jednocześnie trudny i wyjątkowy. Nowy rok przywitał mnie odpowiedzialną funkcją redaktora naczelnego miesięcznika z wieloletnią tradycją. Rola, którą miałem przyjemność pełnić, znacznie ograniczyła czas, jaki mogłem przeznaczyć na wędkarstwo. Musiałem więc mądrze planować wyprawy i w pełni wykorzystywać każdą wolną chwilę nad wodą. Dzięki temu odwiedziłem ciekawe miejsca, poznałem smak nowych przygód, sporo się przy okazji nauczyłem i wyholowałem wiele pięknych ryb, pobijając jednocześnie swoje życiowe rekordy.

ZACZĄŁEM Z PRZYTUPEM

Długo zwlekałem z inauguracją minionego sezonu. Tak naprawdę, pomijając podlodowe epizody i spacery nad pstrągową rzeką, rozpocząłem go marcowym wyjazdem do Holandii. Moim celem były oczywiście wielkie okonie i wyholowanie ryby powyżej 50 cm, czego przez wiele lat starań nie udało mi się osiągnąć w Polsce. Jednak wody Holandii to nie stawy hodowlane wypełnione rybami. Złowienie kilku ryb powyżej 40 cm zajęło mi cztery dni i wymagało ode mnie szybkiego wyciągania wniosków oraz bazowania na doświadczeniu w łowieniu dużych pasiaków. Łowiłem po dwie – trzy ryby dziennie wierząc, że w każdym rzucie mogę spodziewać się ryby życia. W końcu złowiłem ogromnego okonia, któremu do 50 cm brakowały zaledwie milimetry.

Byłem szczęśliwy i wściekły jednocześnie, w końcu jeszcze nigdy nie byłem tak blisko spełnienia marzeń. Kolejny dzień przyniósł mi eksplozję radości i to w najmniej oczekiwanym momencie. Stoczyłem piękną walkę z wielką rybą, a miarka pokazała 51,5 cm. Oszalałem ze szczęścia!

Ciąg dalszy artykułu na stronie 26 WŚ 01/2020.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy