sum-kraków

Wawelskie smoki

Wiślane łachy piachu, na których z nieustającym krzykiem gromadzą się rybitwy. Dzikie burty, po których do wieczornego wodopoju zsuwają się łosie i cień orła bielika towarzyszący każdej wyprawie. W takim sumowaniu się rozkochałem i za takim rok rocznie tęsknię.

Ostatnio jednak zetknąłem się z czymś nowym i zupełnie odmiennym od dzikiej wyprawy sumowej. Wraz z synem umówiliśmy się z Józkiem Pojedyńcem na sumową wyprawę. Trafiło nam się, ponieważ o tej porze roku zazwyczaj jest on już nad francuskim Rodanem. Koronawirus zatrzymał go w kraju i w związku z tym zaprosił nas nad wodę, którą poznał bardzo dobrze: nad krakowski, miejski odcinek Wisły. Wypłynęliśmy kilka kilometrów poniżej zapory w Dąbiu, gdzie woda jeszcze jest dzika. Zwalone drzewa, żerujące czaple, dzikie burty. To wszystko zniknęło tuż za śluzą.

Ciąg dalszy artykułu na stronie 30 WŚ 08/2020.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy