Krzyszczyk

Szczupakowy problem z głowy

Kolejny rzut, poderwanie i mocny strzał. Chwilę czuć ogromną rybę na kiju i nagle luz. Spadła. Takie scenariusze towarzyszą wędkarstwu zawsze i często nic nie możemy z tym zrobić. Tak już jest i koniec. Ale jeśli chodzi o szczupaki, można to mocno ograniczyć.

Kiedy przeglądam swoje przynęty po wyprawie szczupakowej, jasno widać, w którą część przynęty szczupaki uderzają najczęściej. To jest głowa. Miewałem już mocno zmasakrowane ogony czy korpusy. Ale łeb dostaje zawsze najwięcej. Ze zbrojeniem małych przynęt zwykle nie ma problemu. Nawet niewielki szczupak potrafi ją połknąć w całości. Jednak sposób uzbrojenia dużych gum, szczególnie w dni, kiedy szczupaki nie są agresywne, trzeba dobrze przemyśleć.

przynęta

Skuteczne zbrojenie

Duże swimbaity mają ukryte obciążenie często wewnątrz gumowego korpusu i jedyne, co możemy zrobić, to wspomagać się stingerami. Klasyczne duże rippery, które samodzielnie zbroimy w główkę dżigową, dają nam większą możliwość odpowiedniego rozmieszczenia haków. Wiele lat kombinowałem, jak na samym końcu ogonka umieścić kotwicę. Dzisiaj wiem, że skuteczniejszą metodą na udane zacięcie jest zadbanie o uzbrojenie okolic głowy. Po braniu ryby od tyłu cała guma składa się jak harmonijka i z zacięciem ryby nie ma problemu. Jeśli jednak szczupak zaatakuje okolice głowy od przodu czy z boku i nie trafi tam na hak, to po prosu wypluje przynętę. Poczujemy wtedy potężne uderzenie, a nawet ciężar ryby na kiju, i nagły luz. Czasem zachodzę w głowę, jak to możliwe, że po takim braniu i zacięciu w tempo nie ma ryby na kiju. Wystarczy wtedy obejrzeć przynętę, a wszystko stanie się jasne. Jeszcze kilka lat temu wyszukiwałem na rynku najdłuższe haki. Często kończyło się na 12/0. Spora luka na rynku główek dżigowych mocno mnie irytowała. Ciągle miałem wrażenie, że łowię źle uzbrojoną przynętą. Teraz do gum nawet 25-centymetrowych używam haków 10/0 i nie czuję dyskomfortu. Co więcej, zacząłem łowić więcej ryb. Jasne, że tej wielkości gumy dozbrajam stingerem, ale większą wagę przykładam do tego, by pierwszy, solidny hak znajdował się około 5–6 cm za czubkiem głowy.

przynęta

Moim zdaniem skuteczniejszą bronią jest przynęta uzbrojona w jeden hak, umiejscowiony blisko głowy, niż w kilka kotwic powbijanych w korpus poza połową długości gumy. Tak dużymi przynętami zazwyczaj łowimy wolno. Czy to z ręki, czy w trollingu wabik wolno sunie przez toń jeziora. Drapieżnik ma sporo czasu na przyjrzenie się przynęcie i zaplanowanie ataku. A przecież nawet jeśli złapie ją za ogon, to w celu połknięcia i tak obróci ją od głowy. Sądzę więc, że jeśli ma wystarczająco dużo czasu (a przy wolno prowadzonej przynęcie tak właśnie się dzieje), to atak zawsze będzie kierowany w stronę głowy potencjalnej ofiary. Zdarzają się dni, gdy szczupaki delikatnie szczypią gumki. Urwane czy poszarpane ogonki to wtedy norma. Widać, że ryby są w łowisku, ale bez typowej dla siebie agresji jedynie irytują podskubywaniem. Niewiele można wtedy zdziałać. Często liczymy na jakiś szczęśliwy traf. Jeśli jednak ryby biorą i zdecydowanie wyszukują swoje ofiary – odpowiednie uzbrojenie to klucz do sukcesu. Zanim więc ruszycie na kolejną szczupakową wyprawę, przejrzyjcie swoje przynęty i dobrze je uzbrójcie. A może się okazać, że te parę centymetrów robi kolosalną różnicę. Połamania.

Tekst i fot. Wojciech Krzyszczyk

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy