sezon-na-sumy

Sezon na sumy

Gratka dla fanów połowów sumów. Prezentujemy artykuły dotyczące łowienia wąsatych drapieżników metodami stacjonarnymi, na spinning i na trolling.

Piotr Bąk, „Z mięsem na sumy”: „Lista przynęt sumowych może być tak długa, jak bogata jest wyobraźnia sumiarzy, gdyż sum jest chyba najbardziej wszystkożernym przedstawicielem naszych mięsożerców. Trzeba przy tym pamiętać, że sama przynęta suma nie czyni. Działa, jak trzeba, dopiero w połączeniu z odpowiednią prezentacją, właściwym uzbrojeniem i zacięciem. Oto jak wygląda moja liga przynęt sumowych. (…)

Każda markowa, pełna białka karma jest dobra, ale ja mam swojego faworyta. Karma Frolik jest bardzo wygodna dla wędkarza, bo jest wytłoczona w kształcie pierścieni i nie trzeba jej przewiercać ani przebijać. Kilka, a nawet kilkanaście sztuk zawieszam na kawałku plecionki z dowiązanym na końcu stoperem, plasterkiem korka lub po prostu kawałkiem patyczka. Do haka lub kotwicy doczepiam kilka takich koralików.”

Tomasz Sulej, „Obrobić główkę czyli sumowanie z ręki”:  „Gdy łowimy aktywnie z ręki, bardzo ważną rolę odgrywa znajomość rzeki. Miejsca, w których łowię, to głównie płytkie przelewy i napływy główek, a także opaski i pozostałości po nich, tj. stare, rozmyte przelewy. Miejsca te charakteryzują się przede wszystkim dość silnym uciągiem wody i małą głębokością. Są to klasyczne miejscówki kleniowo-jaziowe. Rzadko kiedy głębokość przelewu jest większa jak 2 m. Obławiając takie miejsca, zawsze ustawiam się przed napływem w takiej odległości, aby moja przynęta lądowała w okolicach przelewu, ale przed nim. Najważniejsze jest samo ustawienie naszej jednostki pływającej w taki sposób, aby przynętę prowadzić wachlarzem, tak, by uciekała żerującemu sumowi.”

Marek Szymański, „Sum na nudnej wodzie”: „Na normalnej rzece tak naprawdę wszystko jest proste. Widać, gdzie najechać na przykosę, gdzie kończy się ostroga, uwagę z daleka przyciągają zwaliska, a widoczne z kilometra kanty określają położenie sumowych rynien i płani. Najważniejszy więc warunek udanego połowu, czyli znalezienie ryb, jest stosunkowo prosty do spełnienia. Schody zaczynają się wtedy, gdy podpiętrzona rzeka rozlewa się szeroko, zamazując układy charakterystyczne dla płynącej wody. Dobrej wody jest coraz więcej i więcej, aż w końcu w którąkolwiek stronę skierujemy dziób łodzi czy pontonu, tam wszędzie jest sumowa woda: głęboka, leniwa i z pozoru równa. (…)

Opaski to czepliwe miejsca, toteż rezerwuję dla nich baryłki, często z jedną kotwicą. Aby dobrze obłowić opaskę, trzeba pogodzić się z tym, że czasem wyrżniemy łodzią w kamienie, gdyż dopiero wbicie w brzeg przynosi upragnione branie. Przy opaskach zawsze oddaję ster Szymonowi, gdyż nie płacąc za ponton i śrubę, nie ma żadnych skrupułów i chrobocze po kamieniach aż iskry lecą, ale trzeba przyznać, że bywa to skuteczne i przynosi wielkie sumy.”

Więcej informacji dotyczących łowienia sumów znajdziecie w artykułach Piotra Bąka „Z mięsem na sumy”, Tomasza Suleja „Obrobić główkę, czyli sumowanie z ręki” i Marka Szymańskiego „Suma na nudnej wodzie”. Szczegółów szukajcie w „Wędkarskim Świecie” 7/2017 na stronach 18, 22 i 40.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy