sandaczowe karczowiska

Sandaczowe karczowiska

Najskuteczniejszym sposobem łowienia drapieżników jest podawanie im przynęty tam, gdzie są! Ta oczywista prawda jest często lekceważona przez wędkarzy, którzy zarzucają przynętę w przypadkowe miejsce, licząc na powtarzalne efekty.

W nielicznych tylko przypadkach możemy zachęcić drapieżnika do ataku w innym miejscu, niż wybrał on sam. Zazwyczaj rybę trzeba znaleźć i podać jej przynętę w odpowiedni sposób i w czasie, kiedy żeruje. Nie inaczej jest z sandaczem. Znam wiele łowisk, gdzie łowienie sandaczy jest proste. Ot, twardy blat, stok podwodnej górki pokryty żwirem czy okolice ujść rzek albo sąsiedztwo mostów. W miejscach takich łowienie nie sprawia trudności, a o naszym sukcesie zadecyduje tylko to, czy byliśmy na łowisku w odpowiednim czasie. Jak jednak dobrać się do dużych sandaczy, które mimo że dalej przebywają w grupie, to zazwyczaj nie tak licznej jak „pięćdziesiątki”. Sandacze w granicach 80 centymetrów to już nie lada przeciwnicy. O ile nie żerują w toni, szukają przy dnie kryjówek. Wyraźnych i komfortowych. To nie będzie mały kamień na podwodnym kancie, do którego mogą się przytulić. Kryjówka dużego sandacza jest obszerna i dla nas – wędkarzy – trudna do obłowienia.

Południowe doświadczenia

Niemal całe południe kraju to zbiorniki zaporowe, gdzie sandacze znajdują doskonałe warunki do życia. Zalane drogi, mosty, budynki czy wykarczowane lasy to norma. Każde z takich miejsc jest potencjalną kryjówką sandaczy, przez cały niemal rok. Pod wodą istnieje coś takiego jak hierarchia i największe drapieżniki zajmują najlepsze miejsca. Znam kilka, tzw. śmiertelnych karczy, spod których wyjechało już sporo olbrzymich ryb. Nawet jeśli któryś trafi na patelnię, jego miejsce zajmuje inny, duży drapieżnik. Przy dostępie do dzisiejszej elektroniki wędkarskiej, znalezienie takich łowisk nie jest trudne. Problem zaczyna się wraz z pierwszym zarzuceniem. Od lat słyszy się o najlepszych porach brań na poszczególnych zbiornikach. Ósma rano, jedenasta czy tuż przed zmierzchem. Oczywiście są takie godziny, że sandacze na krótki moment wychylają się spomiędzy gałęzi. Ale te duże i ostrożne ryby można łowić niemal cały dzień. Jedynym warunkiem jest precyzyjne podanie im przynęty pod sam nos. Ale jak to zrobić, skoro stoją pomiędzy gęstymi konarami? Mam na to kilka sposobów.

Ciąg dalszy artykułu na stronie 28 WŚ 9/2019.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy