rusken

Rusken – sandaczowe imperium

„Jeszcze jest czas zaplanować jesienny wędkarski urlop. Wrzesień i październik na północy Europy oferuje wiele możliwości dla spinningisty , W minionym sezonie spędziłem dwa miesiące w polskiej bazie wędkarskiej nad jeziorem Rusken w Szwecji. Jeśli na serio chcecie zmierzyć się z sandaczem, to jest to miejsce dla Was.

Nad Rusken przyjechałem w połowie września. Baza znajduje się w miejscowości Ohs – około 150 km od Karlskrony. Rusken to wyjątkowy akwen. Obfitość jeziora w sandacze gwarantują tu przede wszystkim: ukształtowanie dna – przepiękne spady oraz głębie do ponad 18 m, duża populacja drobnicy, przez której ławice niejednokrotnie wariowała nam echosonda, oraz relatywnie niska populacja szczupaka. Dzięki tym czynnikom sandacze w spokoju mogą się rozmnażać i rosnąć. (…)

Jeśli zechcecie wybrać się nad Rusken, musicie wiedzieć, że Wasze wędkarskie pudełka będą cięższe niż zwykle. Zapomnijcie o 7- lub 10-gramowych główkach. Na Rusken łowi się albo ciężko, albo wcale. Przez dwa miesiące nie miałem w ręku główki lżejszej niż 17 gramów. (…)

To był chyba pierwszy wyjazd w moim życiu, z którego przywiozłem więcej przynęt niż miałem wyjeżdżając. Jestem też przekonany, że guzik bym złapał, gdyby w bazie nie można było się doposażyć. Wszystko przez to, że sandacz na Rusken jest wyjątkowo nieprzewidywalny. Oczywiście podstawową przynętą były gumy, nie ma tu jednak mowy o najlepszym kolorze lub modelu. Jednego dnia złowiłem ponad 20 ryb na Easy Shakera Lunker City, a 14 godzin później, na Shakera nie brało nic, za to na Fishuntera padały same grube okazy. (…)

Rzecz najważniejsza – bez echosondy ani rusz! Połów sandaczy na tak dużym jeziorze jak Rusken bez echosondy jest jak nawlekanie igły na nitkę z zawiązanymi oczami – po prostu się nie da. Sandacze potrafią grupować się w miejscach bardzo nieoczywistych. Wystarczy niewielka pogodowa zmiana, aby ryby zaczęły żerować na blatach lub spadach zamiast trzymać się dołków. Echo jest po prostu niezbędne, aby odnotować ten ruch ryby. Nie oznacza to jednak, że namierzając rybę na echosondzie, mamy ją w garści. Zauważyłem, że najpiękniejsze odczyty na echu dają najsłabsze wyniki. Po pewnym czasie omijałem miejsca z pięknymi, ogromnymi łukami i szukałem miejsc mniej transparentnych, w którym obok siebie jest kilka odczytów, niekoniecznie dużych. Oczywiście każdemu serce zabije szybciej, gdy zobaczy na echosondzie ogromnego „banana”, który stoi w pół wody. Jednak wcale nie musi to oznaczać, że mamy pod sobą ogromny okaz, a z całą pewnością nie oznacza to, że ryba ta tylko czeka, aż podamy jej przynętę. Tak więc echo bardzo pomaga, gdy wiemy, czego szukamy. (…)

Zewsząd słychać głosy, że do Szwecji nie ma już po co jeździć, że mięsiarze, że jeziora przełowione, że ścisk na wodzie. Okazuje się, że są jeszcze w Szwecji miejsca, które oferują dobrze zorganizowane wędkarstwo na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście południowa Szwecja to nie Laponia. To nie pustkowie, na którym trudno o drugiego człowieka. Jest jednak w tym miejscu coś magicznego, coś, co jest w stanie zagwarantować Ci wypoczynek z dala od cywilizacji, a jednocześnie blisko od domu. Szwecja nadal oferuje najtańszy i chyba najbardziej komfortowy dojazd spośród północnych krajów, zarówno promem, jak i samolotem. Nie wydamy więc majątku, aby się tam dostać, zwłaszcza jeśli bilety na prom kupimy u organizatora – są znacznie tańsze. Połączcie to wszystko, a okaże się, że możecie zafundować sobie wędkarski urlop za mniej niż 2000 zł.”

Cały artykuł Grzegorza Wyganowskiego z mnóstwem przydatnych informacji znajdziecie na stronie 8 WŚ 4/2017.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy