261 cm szczęścia! Ogromny sum z Wisły

Kolejna wyprawa przede mną. Wszystko przygotowane, sprzęt sumowy spakowany. Łódź zatankowana, można ruszać…

Tym razem goszczę na łodzi Maćka i Ryśka z Krakowa. Mamy zaplanowane 3 dni łowienia sumów. Chłopcy przyjechali w moje rejony dzień wcześniej, tak aby się wyspać i wypocząć przed całą wyprawą. Odbieram ich z hotelu koło 11. Nie widzieliśmy się kilka ładnych lat. Uśmiechy na twarzach i zadowolenie, że kolejny raz spędzimy miło czas z sumami na Wiśle. Pierwszy raz byli u mnie w 2010 r.! Czy się zmienili? Nie! Tak samo weseli i żądni przygód! Zapakowani już razem ruszamy na jeden z odcinków mazowieckiej Wisły. Szybkie slipowanie i zapakowana łódź na wodzie. Podążamy na miejscówkę, aby rozbić obóz, ponieważ prognoza jest taka, że zaraz ma zacząć padać deszcz i lać cały dzień i noc. Po rozbiciu obozu ruszamy łowić aktywnie. Jeszcze nie pada, więc mamy możliwość łowienia. Pierwsza miejscówka od razu daje nam suma w okolicach 120 cm. Robimy zdjęcie ryby i wypuszczamy ją do wody. Zaczęło padać. Deszcz podkopał nasze morale do łowienia aktywnego, więc postanawiamy wrócić do obozu.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Mateusza Kalkowskiego na stronie 10 WŚ 10/2021.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Autorzy