Lubię leszcze

Lubię leszcze

Lubię łowić rzeczne leszcze. Żadnym innym rybom nie poświęcam tyle czasu. Leszczowy sezon nad dużą rzeką zaczyna się dla mnie w kwietniu i jeśli tylko pogoda pozwala, kończy się w listopadzie. A czemu właśnie leszcze i w jaki sposób?

Po pierwsze, tych ryb jest nadal sporo w naszych rzekach. Jadąc na leszczową nockę, trudno nie złowić przynajmniej pojedynczych sztuk przeplatanych zazwyczaj sporą ilością drobniejszych ryb, takich jak krąpie, certy czy płocie. Brań jest dużo i rzadko kiedy nic się nie dzieje, w przeciwieństwie do wypraw poświęconych innym rybom, w szczególności drapieżnikom.  

Po drugie, jeżeli mamy odrobinę szczęścia, trafnie wytypujemy łowisko oraz odpowiednio przygotujemy zestawy i zanęty, to będziemy łowić nie tylko sporo ryb, ale także egzemplarze słusznej wielkości. Dwukilogramowy leszcz z Narwi czy Wisły nie jest żadną sensacją. Sztuki trzykilogramowe i większe też są łowione zaskakująco często, zwłaszcza przez bardziej doświadczonych i znających swoje łowiska wędkarzy.

Po trzecie, i dla mnie bardzo ważne, to leszczowe zasiadki mają swój specyficzny
i niepowtarzalny urok. Leszczowa wyprawa trwa dla mnie przynajmniej kilkanaście godzin, czyli zazwyczaj od późnych godzin popołudniowych do pory wczesnego obiadu. Te kilkanaście godzin raz na tydzień czy raz na dwa tygodnie jest kapitalną odskocznią od codzienności pełnej stresu, pędu i życia on-line.  Zanim ryby wejdą w zanętę, ...

Więcej o łowieniu leszczy w rzekach przeczytacie na stronie 16 WŚ 9/2018. 

Autor artykułu

Paweł Daniec
Paweł Daniec stały współpracownik Profil autora

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
Dargon