Łosoś za łososiem

Łosoś za łososiem

"Łososiowy rejs, gdy ryby biorą, jest wspaniałą przygodą, podczas której przy okazji można się nieźle spocić zarówno przy holach ryb, jak i przy przestawianiu zestawów. Dla łososiowców ciekawsze są jednak te dni, kiedy ryby nie biorą na standardowe zestawy, zmuszając do poszukiwań i kombinacji. Wówczas okazuje się, że diabeł tkwi w szczegółach. Jednostka, która znajdzie ten właściwy szczegół, może spłynąć z rybami nawet w dniu, w którym pozostałe jednostki spływają na zero. Przedstawię poniżej kilka patentów, które mogą odmienić obraz trudnej łososiowej wyprawy.

Każdy łososiowiec ma swoje ulubione kolory flasherów i główek, kolory, które nieraz przynosiły sukcesy. Rezygnuje więc często z eksperymentów, święcie wierząc, że raz skuteczny kolor będzie skuteczny zawsze. Niestety, tak nie jest. Bywa, że flasher działa przez kilka dni, i to podany na ściśle określonej głębokości, by później do końca sezonu nie złowić ryby. Kombinacji przy 12 zestawach i kilkuset wzorach kolorystycznych najbardziej popularnych dziewięciu modeli flasherów i dwóch modeli główek do zbrojenia martwej rybki (jeśli ograniczymy się tylko do przynęt naturalnych) jest praktycznie nieskończona liczba. Aby trafić na zestawienie skuteczne danego dnia, warto zastosować miszmasz, czyli na każdym zestawie inny flasher z inną długością przyponu i inną główką i dopiero po pierwszym czy po pierwszych braniach zmieniać pozostałe zestawy na podobne, co zwiększa zwykle szansę na branie. Taka strategia najczęściej stosowana jest na jednostkach komercyjnych, na których każdy tzw. pustak jest nieszczęściem. Dla skippera takiej jednostki lepsze jest złowienie 3 razy po jednej rybie, niż raz złowić 3 ryby i zaliczyć dwa pustaki. Miszmasz na zestawach zmniejsza co prawda szansę ..."

Cały artykuł Marka Szymańskiego czeka na Was na stronie 32 WŚ 1/2019.

Komentarze (0)

Zaloguj się tutaj, aby dodać komentarz
« Wróc do listy
Kalosze