woda

Ryby z probówki

Zarybienia wywołują wielkie emocje. Część wędkarzy żąda jak najczęstszego zarybiania atrakcyjnymi z naszego punktu widzenia gatunkami, bo uważa, że jest to najszybsza droga do zasobnych łowisk.

Ja nie jestem ichtiologiem, ale jako wędkarz z wieloletnim stażem jestem zdania, że zarybienia to zło konieczne. Używam określenia „zło konieczne”, bo wiele naszych wód jest poddanych olbrzymiej presji węd- karskiej i rybackiej, a poza tym – co najgorsze – nie ma należytej ochrony tarlisk, więc bez zarybień nasze wody stałyby się bezrybną pustynią. W moim przekonaniu powinniśmy ze wszystkich sił dążyć do tego, by ryby w naszych wodach nie pochodziły ze sztucznego tarła, będąc poniekąd rybami z probówki, lecz w 100% były efektem naturalnego rozrodu. Każdy ichtiolog, z którym rozmawiałem na ten temat, przyznaje mi rację, ale… To „ale” to my i wszystko to, co zwiemy cywilizacją, która w nieodwracalny (chyba?) sposób zmieniła porządek naturalnego świata, jak również operaty rybackie, które bardzo często są – pisząc najdelikatniej – nieco skostniałe. Rozmawiając z kolegami-wędkarza- mi, dochodzę bardzo często do wniosku, że jako nacja jesteśmy nie tylko znawca- mi samochodów, lekarzami i politykami, ale też ichtiologami.

Każdy z nas ma „cudowną” receptę na uzdrowienie polskich wód. Gremialnie krytykowane są zarybienia podrośniętym wylęgiem, bo większość z nas uważa, że celowe mogą być jedynie zarybienia rybą miarową lub prawie miarową. Autorzy tych recept nie zdają sobie sprawy, że sztuczny rozród i chów ryb rządzi się pewnymi prawami i podlega ograniczeniom. Na- leżą do nich przede wszystkim niebagatelne koszty utrzymania ryb miarowych, czyli zdolnych do rozrodu, do momentu wypuszczenia ich do otwartej wody w ramach zarybień. Mało kto z nas był w ośrodku zarybieniowo-hodowlanym i przyjrzał się bacznie wykonywanej w nim pracy oraz jego możliwościom i zdaje sobie sprawę, że utrzymanie ryb sporej wielkości wymaga odpowiedniego zasobu wody, bo ryby to nie są przepiórki japońskie, których kilkanaście sztuk może bytować w klatkowej hodowli na 1 m2. Podchowanie dużych ryb generuje niebagatelne koszty. Do- datkowo nie zdajemy sobie sprawy, że podrośnięte ryby z hodowli potrafią być nieodwracalnie zdegenerowane mentalnie. Duże brzany „z probówki” zbierają pokarm z powierzchni wody i z toni, bo tak był im on sypany przez okres chowu, a nie potrafią niestety żerować przy dnie. Są to rybie kaleki, które nie są zdolne w zgodzie z naturalnym porządkiem świata wywracać kamienie na dnie rzeki, by zajadać się larwami chruścików i pijawkami.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Grzegorza Sybilskiego na stronie 10 WŚ 11/2020.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy