Wędkarski Świat

Forum
Teraz jest N, 31 maja 2020, 04:52

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 897 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 32, 33, 34, 35, 36  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pn, 16 września 2019, 20:19 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
morrum napisał(a):
Gratuluję Grześku i czekam na relację w Naszych Połowach :)

Dzięki. W sumie to niewiele jest do dodania. Miejscówka wymacana wcześniej, więc prosto z pracy melduję sie w konkretnym miejscu, rzucam w konkretny sposób i w taki sam prowadzę. Pierwszy rzut i pierwszy trzydziestaczek, po 10 minutach drugi, potem jakiś którszy i po pół godzinie nastepny 30+. Potem jeszcze jeden mniejszy i cisza. Kombinowanie z przynętami nic nie daje. Wyciągam więc jeszcze w akcie rozpaczy Fatty'ego i okazuje się, że sumek wpłynął mi w miejscówkę przeganiając okonki. Wiem, bo skusiłem go tym Dragonikiem, ale zdjęcia nie wkleję, bo wymiarowy to on jeszcze nie był :D
Utwierdzam sie w przekonaniu, że wypracowaną na Podlasiu słabość do ripperów i innych ripperopodobnych gum, mogę z powodzeniem przenieść na Odrę. Dziś 4 okonie na ripper Manns'a, piąty na Westin'a, a sumek na Fatty'ego, któremu też bliżej do ripperka.

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 19 września 2019, 12:56 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
17.09.19.
Wpadam nad rzekę jak po ogień. Mam tylko godzinkę. Po kilku rzutach Mannsem widzę jak potężny okoń odprowadza mi gume pod same nogi. Musiał mnie zobaczyć, bo zawracał z takim impetem, że mnie ochlapał. Byłem pewien, że własnie widziałem swoja niedoszłą życiówkę. Dałem odpocząć miejscówce i poszedłem sprawdzić drugą, na której nie działo sie nic. W ten sposób zmarnowałem swoja godzinę, ale postanowiłem wrócić w pierwsze miejsce i rzucić jeszcze 10 razy. Z tych 10 razy zrobiła sie następna godzina, ale było warto. Mimo, że zawodowo spóźniłem się, to jednak wędkarsko doczekałem sie brania. Okazało się, że to nie życiówka, ale piękna czterdziestka. A może to nie ten sam okoń... :P


Załączniki:
1-20190917_112847.jpg
1-20190917_112847.jpg [ 2.61 MiB | Przeglądane 2748 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 19 września 2019, 13:01 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
18.09.19
Znowu wpadam "na chwilkę". Woda zmieniła się. Chyba po nocnych opadach tak zmętniała, a przy okazji delikatnie podskoczyła. Tyle wystarczyło by układ nurtów na moich miejscówkach się przemieszał. Ryby też chyba zmieniły stanowiska. Wszystkie dotychczasowe miejscówki nie dają nawet kontaktu. Szukam nowych, choć trudno nazwać szukaniem pojedyńcze rzuty w każde ciekawe miejsce. Niemniej tym sposobem znajduję jakiegoś zabłąkanego okonka.


Załączniki:
1-20190918_134944.jpg
1-20190918_134944.jpg [ 99.57 KiB | Przeglądane 2748 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So, 28 września 2019, 07:27 
Offline
Forumowy Wyga
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 12 kwietnia 2007, 12:01
Posty: 1172
Lokalizacja: pustynia wlkp
Podziękował : 4 razy
Otrzymał podziękowań: 72 razy
Data:23-26.09.2019r. godź. 15-14
Łowisko :rzeka Odra WIlków +- 10km
Pogoda :deszcz , akceptowalny wiatr , dosyć ciepło 19 stopni
Sprzęt : spin TD 7-21 + spro , TD 14-35
Połów : 3 szczupak , 4 okonie , 2 bolenie , 1 kleń , 1 sandacz
Przebieg połowu : Napisałem wywód na kilka tysięcy słów i się skasowało , zamieniło na wersję z WLKP dlatego krótko , ryby malutkie po za boleniem 50cm i okoniem 30cm reszta to wylęg . WOda czysta stabilna , wędkarzy opór , miejsca dosyć fajne ale w przyszłym roku odpuszczam ten okręg pomimo tego że w Odrze ryby są to trzeba mieszkać bliżej i poznać wodę dokładniej , mieć do niej dostęp od tak a jadąc 150km nie bardzo jest opcja jezdzić co kilka dni .
Ocena wyjazdu : 1/10 -2


Załączniki:
IMG_5342.JPG
IMG_5342.JPG [ 1.69 MiB | Przeglądane 2616 razy ]
IMG_5327.JPG
IMG_5327.JPG [ 1.59 MiB | Przeglądane 2616 razy ]
20190924_125804.jpg
20190924_125804.jpg [ 2.75 MiB | Przeglądane 2616 razy ]
20190924_173154.jpg
20190924_173154.jpg [ 2.27 MiB | Przeglądane 2616 razy ]
IMG_5337.JPG
IMG_5337.JPG [ 1.97 MiB | Przeglądane 2616 razy ]
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn, 28 października 2019, 19:57 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
27.X.2019.
Wiedziałem, że po południu od północy przyjdzie front. Czasami to fajny moment nad wodą więc pojechałem. Gdy zajechałem było jeszcze lato. Wystarczył spacer na miejscówkę w polarze by się zagotować. Przez godzinę nie działo się nic, ale widziałem już kątem oka cały ten front. Gdy w końcu przyszedł, zaczęło wiać, momentami padać, a woda w rzece rozhulała się tak, że pojawiły sie białe grzywy. Momentalnie zacząłem żałować, że mam tylko jeden polar. Niemniej okonie ruszyły. W ciągu godziny złowiłem ich sporo. Większość w przedziale 20-25 + jeden rodzynek 34cm.
Pod wieczór wiatr się uspokoił, jednak niebo zostało już zaciągnięte. Niemniej okoniom chyba zaczęło brakować tego wiatru, bo nagle sie pochowały.


Załączniki:
1-20191027_141140.jpg
1-20191027_141140.jpg [ 128.81 KiB | Przeglądane 2514 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn, 28 października 2019, 20:06 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
28.X.2019
Nakręcony wczorajszą aktywnością ryb, dziś zameldowałem sie znowu nad rzeką. Na niebie słońce i chmury, wiatr dość silny, ale nieporównywalnie mniejszy od wczorajszego. Przez dwie godziny bez kontaktu. Gdy pomysły na zmianę przynęty wyczerpały się, zacząłem drążyć głębiej. Najpierw zmieniłem przyponik z tego wczorajszego do 5kg, na taki paproszkowy do 1,5kg. nie pomogło. Pomyślałem, że skoro wczoraj podczas dobrych brań nie trafiłem żadnego szczupaczka, to i dziś pewnie nie trafię, więc zdjąłem go całkiem. Też nie pomogło. Prześwietlona woda pokazała jak juz jest czysta. Chociaż nie czuję sie pewnie w tych kamieniach z żyłeczką, to jednak zaryzykowałem i zamieniłem szpulę z plecionką na żyłkę, no i chyba w drugim rzucie doczekałem sie strzału. od razu wiedziałem, że to szczupaczek i chyba tylko szybki, siłowy hol ocalił rybę od kolczyka, bo łyknęła gumę głęboko.
To był dziś jedyny kontakt.


Załączniki:
1-20191028_192510.jpg
1-20191028_192510.jpg [ 163.23 KiB | Przeglądane 2514 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt, 29 października 2019, 15:18 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
29.X.2019
Zajrzałem na godzinkę. Pochmurno, wietrznie, zimno. Niby samochód pokazywał 6,5 C, ale nad wodą palce marzły. Pogoda niby idealna, niestety okonie wciąż w konspiracji. Dziś opcja wyśrodkowana, czyli żyłeczka i ten cieniucieńki przyponik. Jeden strzał i znowu szczupaczek. Z tym strzałem to przesadziłem. Wyglądało tak jakby przynęta napłynęła mu nad pysk, a on go tylko otworzył. Nie wiem, czy to ciśnienie, czy ta zmiana aury z letniej na późnojesienną, ale czas jakis ciężki nastał. Niemniej pocieszające, że przynajmniej szczupaczki w jakiś sposób współpracują, a także to że tendencja jest wzrostowa (wczoraj ledwo wymiarek, dzis prawie sześćdziesiątka)


Załączniki:
1-20191029_131719.jpg
1-20191029_131719.jpg [ 222.38 KiB | Przeglądane 2476 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt, 8 listopada 2019, 20:07 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
08.XI.2019
Szczupaczków zamiast okoni ciąg dalszy. Tym razem natchnął mnie artykuł w WŚ, w którym Naczelny wychwala "karbowańce". Miałem kiedyś takie, ale wrażenia na mnie nie zrobiły, niemniej biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio miałem problemy z dobraniem sie do ryb, do których chciałem sie dobrać - postanowiłem spróbować. Tradycyjnie najpierw mieszałem wodę Kajtkami, potem Westinami, a gdy wszystko zawiodło założyłem karbowańca i w ciągu 15 minut z tego samego miejsca wykręciłem dwa szczupaczki. Przypadek? :D


Załączniki:
1-20191108_140827.jpg
1-20191108_140827.jpg [ 207.55 KiB | Przeglądane 2302 razy ]
1-20191108_142355.jpg
1-20191108_142355.jpg [ 222.21 KiB | Przeglądane 2302 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt, 8 listopada 2019, 23:19 
Offline
Forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 8 sierpnia 2008, 05:13
Posty: 330
Lokalizacja: Bydgoszcz
Podziękował : 51 razy
Otrzymał podziękowań: 43 razy
włóczykij napisał(a):
08.XI.2019
Szczupaczków zamiast okoni ciąg dalszy. Tym razem natchnął mnie artykuł w WŚ, w którym Naczelny wychwala "karbowańce". Miałem kiedyś takie, ale wrażenia na mnie nie zrobiły, niemniej biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio miałem problemy z dobraniem sie do ryb, do których chciałem sie dobrać - postanowiłem spróbować. Tradycyjnie najpierw mieszałem wodę Kajtkami, potem Westinami, a gdy wszystko zawiodło założyłem karbowańca i w ciągu 15 minut z tego samego miejsca wykręciłem dwa szczupaczki. Przypadek? :D

Natchniony tym samym artykułem jutro idę sprawdzić swoje okoniowe miejscówki, na których do tej pory było opornie, a są tam sztuki z czwórką z przodu, tylko są to "późne" okonie, które schodzą na najgłębsze blaty na zbiorniku w ślad za białorybem, jak będą jakieś efekty zdam relacje. Oczywiście nie pogardzę przyłowami szczupaka jakby miały się takie trafić :P
Pozdrawiam Grzesiu
Maciej.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt, 8 listopada 2019, 23:33 
Offline
Forumowy Wyga
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 22 stycznia 2008, 17:51
Posty: 5283
Lokalizacja: Fordon/CINcinati
Podziękował : 127 razy
Otrzymał podziękowań: 206 razy
A ja jakoś nie jestem przekonany. Fakt, że okoliczności rodzinne nie pozwalają mi "rozwinąć skrzydeł" i nie mając czasu na zbytnie kombinowanie, i jeśli już uda mi się wyrwać, to zwykle skupiam się na łowieniu grubiej i kurczę efekty mizerne ale i tak zazwyczaj lepsze od towarzyszy. Winę jednak zwalę przezornie na liche lub co najwyżej takie se łowiska.
Czy przypadek? Nie mamy porównania. Na niedawnych zawodach mojego koła szczupaki odpaliły na około 15-20 minut. Wszystkie zgłoszone padły w tym krótkim czasie, na różne przynęty. Pozostały czas zawodów koledzy jeśli coś wyciągali, to tylko okonie. Plus jakiś sandaczyk, lin ...

_________________
www.kolo4bydgoszcz.vot.pl

"Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia." A.Poniedzielski.
"W czasie deszczu ryby mokną"Radowan Dragunov


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn, 16 grudnia 2019, 18:33 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Ostatni być może wypadzik w tym roku i wreszcie jakieś ryby. Jakieś, bo z pierwszą miałem problem identyfikacyjny. Na zdjęciu wygląda bardziej przekonująco niż wyglądało na żywo. Druga to też miła niespodzianka - prawie ligowy, pierwszy złowiony w grudniu na spinning i drugi, albo trzeci w życiu złowiony na gumkę.


Załączniki:
1-20191216_141025.jpg
1-20191216_141025.jpg [ 113.44 KiB | Przeglądane 2000 razy ]
1-20191216_143350.jpg
1-20191216_143350.jpg [ 91.4 KiB | Przeglądane 2000 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt, 17 grudnia 2019, 00:02 
Offline
Forumowy Wyga
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 22 stycznia 2008, 17:51
Posty: 5283
Lokalizacja: Fordon/CINcinati
Podziękował : 127 razy
Otrzymał podziękowań: 206 razy
Boluś nieduży, ale oko cieszy.
Większość moich zimnych kleni (listopad-kwiecień) a szczególnie jazi, była niestety na gumeczki. Niestety, bo to jednak jakieś takie niekoszerne ;) no wolą w tym okresie leniwego robala niż wesoło merdającą rybcię ;)

_________________
www.kolo4bydgoszcz.vot.pl

"Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia." A.Poniedzielski.
"W czasie deszczu ryby mokną"Radowan Dragunov


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 19 marca 2020, 10:42 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
We wtorek zajrzałem po pracy (już sie da :D ) nad wodę. Na termometrze 19C więc pomyslałem, że odrzańskie mamuśki powinny już być. Wpadłem też na pomysł, że w przeciwieństwie do poprzednich lat, tym razem zainstaluję się na płytszym, ale za to nasłonecznionym brzegu. Tłumaczyłem sobie ten wybór tym, że woda tu cieplejsza to i ryby na pewno chętniej tu przebywają. W rzeczywistości wiedziałem, że mam najwyżej dwie godziny, więc wolałem podjechać samochodem pod samą wodę, niż iść na piechotę z całym tym spławikowym ekwipunkiem. Wybór okazał sie zły. Przez dwie godziny złowiłem 4 płoteczki, którym daleko do mamusiek.


Załączniki:
1-20200317_162228.jpg
1-20200317_162228.jpg [ 888.09 KiB | Przeglądane 1170 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 19 marca 2020, 19:37 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Dziś znowu po pracy na dwie godzinki nad rzekę. Tym razem spinning. Rano odebrałem z paczkomatu nową dostawę czeburaszek i offsetów, więc trzeba się było pobawić. Haki miały nieco inny kształt niż poprzednio używane - były "głębsze". Nie wiem, czy to było przyczyną późniejszych wydarzeń, czy może fakt, że brania były bardzo delikatne, ale trzech pierwszych kontaktów nie zacinam. Wracam do klasyka i mam jeszcze jedno leciutkie przytrzymanie, które zacinam. W ten oto sposób łowię pierwszego w tym sezonie okonka :D


Załączniki:
1-20200319_163303.jpg
1-20200319_163303.jpg [ 1.54 MiB | Przeglądane 1146 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn, 23 marca 2020, 18:33 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Zjechałem nad rzekę tradycyjnie rzucić parę razy za okonkiem. NIe chciały współpracować nie pierwszy z resztą raz, ale w pewnym momencie zauważyłem poniżej warkocza, na głebszej wodzie jakby spław. Wyciągnąłem więc kleniowe pudełko (wrzuciłem je do plecaka kilka dni temu) i zacząłem kombinować z różnymi woblerkami. W końcu postanowiłem spróbować Danielowej szkoły jaziowej, czyli po mojemu przepływanki z przytrzymaniem. Podziałało :D


Załączniki:
1-20200323_152601.jpg
1-20200323_152601.jpg [ 176.67 KiB | Przeglądane 1058 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn, 20 kwietnia 2020, 22:02 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Czekałem na ten dzień jak na majówkę. Nie chciałem się jednak napalać, bo wiem, że zawsze jak się tak jaram to później nic z tego nie wychodzi. Dlatego rano spokojnie – praca zdalna. Skończyłem wyjątkowo szybko – koło południa. Na zewnątrz lampa i ani jednej chmurki. Dobra, miałem jeszcze zrobić zakupy, trochę mi szkoda czasu, bo wiem ile to teraz trwa, ale w duszy powtarzam sobie – nie napalaj się. Wziąłem listę zakupów i pojechałem. Gdy w końcu przebrnąłem przez marketowe procedury i wróciłem obładowany do domu była 14:20. No dobra, jadę. Nad rzeką melduję się parę minut po piętnastej. Dwie pierwsze miejscówki, które chciałem odwiedzić zajęte – świadczą o tym samochody, więc staję na trzeciej. Cały czas się hamuję. Wchodzę spokojnie na główkę i przechodzę w stronę klatki. Stanąłem jakieś 3-4 metry od brzegu i zacząłem przyglądać się wodzie. W prądowym zaciszu pod powierzchnią wody stadko uklejek, jak w pełni lata. Nie rozkładam nawet kija, bo nie wiem czy zostać tu, czy iść dalej, gapię się dalej ogarniając wzrokiem coraz większy obszar klatki i nagle nogi same mi się ugięły. Na szczęście to też zrobiły spokojnie. Na środku klatki, na granicy nurtów, tuż pod powierzchnią pojawiły się dwie kluski. Ale jakie! Miałem wrażenie, że obie mają 50+.
Moszczę sobie cichutko miejscówkę, siadam wygodnie, obok pudełeczka, po drugiej stronie podbieraczek w razie czego. Sprawdzam jeszcze, czy kij nie będzie wystawał nad wodę. Jest w porządku więc spokojnie biorę się do roboty. Obrzucam obszar mieszających się nurtów, jest tu głęboczek. Zaraz za nim majaczy biały piach. Właśnie na granicy tego dołka i wypłycenia wypatrzyłem wcześniej te klenie. Piąty, czy szósty woblerek i wreszcie porządny strzał – niestety pudło. Poprawiam kilka razy i znowu strzał i pudło. W międzyczasie wiatr zaczął wiać mi w twarz i woblerek okazał się za mały, żeby sięgnąć nim tam gdzie chciałem. Zmieniam na większego Sieka. W czasie zmiany widzę znowu te kluchy – jakby robiły obchód klatki. Pojawiają się dokładnie w tym samym miejscu i w ten sam sposób. Wypływają wolniutko z dołeczka nad wypłycenie, odbijają w stronę środka rzeki i dają się znieść prądowi. Rzucam Siekiem, ten daje radę. Troszkę w lewo, troszkę w prawo i w końcu strzał – znowu pudło. Następny rzut i taki strzał, że mało mi kija nie wyrywa – co jest? Woblerek nowiutki, prosto z paczkomatu, kotwiczki ostre, ale jakieś takie… „SIEKowskie”. A co mi zależy, nie spieszę się nigdzie, miejscówka fajna, pod tyłkiem świeża zielona trawka, nad głową ptaszki śpiewają – zmieniam kotwiczki. Malutkie kółeczka, krótko obcięte paznokcie i żadnego specjalistycznego sprzętu. Wstyd się przyznać ale wymiana dwóch kotwiczek na mustadowskie zajmuje mi chyba z pięć minut. W tym czasie „moje” kluski oczywiście zrobiły kolejny obchód. W końcu jestem gotowy. Do tej pory uparcie podawałem wobler od strony głęboczka, prowadząc go tak jak wypływały z niego klenie. Teraz postanawiam obłowić tę płyciznę od drugiej strony, czyli tam gdzie nurt znosił ryby. Pierwszy rzut, kilka ruchów korbką i strzał. Od razu czuję, że to fajna rybka. Chwilę później czar pryska – miała być klucha, a jest pryszczaty leszczyk. Przeciągnąłem go przez cała tę miejscówkę i wiedziałem, że miejscówka jest spalona. Mimo to poświęciłem jej jeszcze z pół godziny – bez efektów.
Idę dalej. Spokojnie, bez pośpiechu. Nie włażę jak zwykle w każdą dziurę, szukam jakiejś fajnej, wygodnej miejscówki, gdzie mógłbym wygodnie usiąść i jednocześnie, gdzie będę miał co robić przez dłuższy czas. Znajduję cos odpowiedniego pewnie z kilometr dalej. Obławiam miejsce jak poprzednio wszystkimi swoimi wiosennymi kilerkami, ale nic się nie dzieje. Widzę za to kilka spławów jednak poza moim zasięgiem. Patrzę na brzeg, ale na wysokości ryb nie jest łatwo dostępny, a na pewno nie tak wygodny jak tu, gdzie siedzę (czyżby pesel się odzywał?) Macham coraz większymi i cięższymi woblerkami, a gdy i one okazały się za mało lotne, wyjąłem pudełeczko z gumkami. Mały Shad teez slim na możliwie najlżejszej główce robi robotę. Połowa wody nie przynosi nic, postanawiam więc klasycznie poobijać się o dno. Gdy w końcu żyłka wiotczeje podrywam spokojnie gumkę i nagle kij się gnie. Zacinam jak w drewno. Chyba zaczep. Jak to zwykle w takich opisach bywa – zaczep zaczyna ledwo zauważalnie, ale jednak sunąć pod prąd. No i zaczęła się jazda. Już nie siedziałem spokojnie na trawce, nie robiłem ostrożnych ruchów. Stałem na krawędzi wody obserwując kij i szpulę kołowrotka zastanawiałem się czy wystarczy mi żyłki. Hamulec ustawiłem trochę delikatniej niż normalnie, ale cały czas kontrolowałem szpule palcem. Byłem niemal pewien, że to co tam siedzi musi być w okresie ochronnym, ale chciałem chociaż zobaczyć co to jest. Niestety ryba nawet nie zamierzała odklejać się od dna. Przeciąganie liny trwało pewnie z 5 minut. W międzyczasie ryba zrobiła rejs wzdłuż brzegu klatki, zgarniając parę kilo trawy i innych gnijących roślin, dała nura pod zwalone drzewo, ale jakimś cudem wciąż siedziała. Ostatnia faza holu to było wybieranie żyłki na przemian ze ściąganiem z niej zielska, ale się udało. Rybę ledwo objąłem w karku. Była krępa, gruba i bardzo silna. Niestety, nie uraczę Was ani zdjęciem ryby, ani nie podam jej długości, bo przecież ryba w okresie ochronnym, więc nie można ani fotografować, ani mierzyć :) Powiem tylko, że to był szczupak, który gdyby wziął 10 dni później to namieszałby w Lidze. Zapięty był ledwo w samiutkich nożyczkach, o tyle szczęśliwie, że nawet nie drasnął żyłeczki. Mówiąc szczerze to właśnie tego mi trzeba było. Adrenalina buzowała pod czaszką, ręce się trzęsły, a banan nie chciał zejść z twarzy. Czułem się spełniony. Ochłonąłem, zjadłem kanapkę i niby miałem wracać, bo po co dalej łazić skoro już mi dobrze :D Jednak słoneczko wciąż jeszcze świeciło, ptaszki śpiewały, na całej rzece fajna zmarszczka… a zajrzę jeszcze do moich klusek. Po drodze zatrzymałem się jeszcze w miejscu, które wcześniej ominąłem i oszukałem okonka był chudziutki, ale wciąż sikał mleczkiem. W końcu podkradam się do klusek. Kolejne pół godziny nie daje efektów. Słońce zaczyna się chować za drzewami, a razem z nim nieco dalej zaczynają się spławy ryb. Zostawiam kluski i idę tam, gdzie cos się dzieje. Niestety ryby są poza moim zasięgiem. Staję więc nieco powyżej i macham jak najdalej pozwalając woblerkowi spłynąć możliwie najbliżej miejsca spławień. Bawię się tak pewnie ze 20 minut i w końcu mam strzał – znowu pudło. Kolejny strzał już na krótkim dyszlu – pudło! Postanawiam rzucać dopóki słońce nie zajdzie i w końcu doczekuję się jeszcze jednego strzału. Tym razem ryba siedzi. Po krótkim holu w podbieraku ląduje fajny klenik. Okazuje się, że on też się nie zaciął. Woblerek zaklinował mu się w pyszczku i w ten sposób dał się wyholować. Wystarczyło uwolnić ster i woblerek wyskoczył sam, a ryba bez najmniejszego draśnięcia wróciła do wody.
Teraz naprawdę byłem już spełniony. Dwa tygodnie przerwy i woda jakby odżyła, a może po prostu to ja się nie napalałem :D Tak czy inaczej muszę przyznać, że dla mnie to był swoisty „dzień dziecka”. Warto było się wypościć i wrócić nad Odrę z takim przytupem.


Załączniki:
1-20200420_153734.jpg
1-20200420_153734.jpg [ 104.51 KiB | Przeglądane 618 razy ]
1-20200420_190547.jpg
1-20200420_190547.jpg [ 169.55 KiB | Przeglądane 618 razy ]
1-20200420_212322.jpg
1-20200420_212322.jpg [ 138.1 KiB | Przeglądane 618 razy ]
1-20200420_192708.jpg
1-20200420_192708.jpg [ 141.6 KiB | Przeglądane 618 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt, 21 kwietnia 2020, 10:19 
Offline
Forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 11 października 2013, 18:51
Posty: 203
Lokalizacja: Biała Podlaska
Podziękował : 29 razy
Otrzymał podziękowań: 31 razy
Budujące jest to że są ludzie na tym świecie co nie chwalą się fotami ryb w okresie ochronnym bo to plaga w internetach. Bardzo fajna relacja:)

_________________
Nadbużańskie B.P.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt, 21 kwietnia 2020, 14:26 
Offline
I miejsce w GPFWŚ 2014
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 30 maja 2009, 12:10
Posty: 847
Lokalizacja: Biała Podlaska [LB]
Podziękował : 72 razy
Otrzymał podziękowań: 80 razy
"Stary" dobry włóczykij, tęskniłem za Twoimi opisami. :wink:


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 23 kwietnia 2020, 08:25 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Norbert 78 napisał(a):
"Stary" dobry włóczykij, tęskniłem za Twoimi opisami. :wink:

Jednak ta pandemia ma też swoje plusy :D Niby pracuję normalnie, chociaż zdalnie, a to plus. Nie zaglądam do biura, nie oglądam niektórych twarzy, a w związku z tym nie wkurzam się tak regularnie jak przed pandemią. Na ryby też mogę wyskoczyć bez napinki, bez ram czasowych... Głowa bardziej przewietrzona, umysł jasniejszy, więc i wena do pisania nieśmiało się odzywa :D
We wtorek byłem ponownie. Woda spadła o dobry metr, ryby chyba przyklapnęły na dnie. Na powierzchni brak oznak życia. Dopiero tonący Siek, prowadzony leniwie tuż nad dnem odczarował nieco wodę. Wydłubałem 3 małe szczupaczki, klenia i okonka


Załączniki:
1-20200421_144905.jpg
1-20200421_144905.jpg [ 87.9 KiB | Przeglądane 519 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 23 kwietnia 2020, 08:30 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Środa - melduję się ponownie, ale tym razem celuję bardziej w wieczór. Stan wody niezmieniony. Ryby chyba juz to zaakceptowały, bo o zachodzie niesmiało zaczęły pokazywać sie na powierzchni. Powrót do pływających Różanek Sieka daje trzy okonie i klenia. Co ciekawe - okonie chyba własnie się trą. Przez ostatnich kilka dni parę ich złowiłem. Kilka było chydych, jeden wciąż sikał mleczkiem, a dziś trafiła mi sie jedna samiczka wypełniona ikrą "po sam korek".


Załączniki:
1-20200422_155527.jpg
1-20200422_155527.jpg [ 146.66 KiB | Przeglądane 518 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz, 23 kwietnia 2020, 20:54 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Dziś wieczorny wypadzik nad rzekę z Asią. Ona wybrała miejsce, ja się dostosowałem :D
Jako, że czasu było mało, złapałem tylko jedno pudełko i oczywiście podbieraczek (już nie wierzę, że przynosi pecha :lol: ) i pobiegłem nad rzekę. Chciałem się zaszyć z dala od ludzi na te ostatnie dwie godzinki, ale to nie było proste. Wszędzie ludzie, feederowcy, spinningiści (nawet tacy z 10cm kopytami i wahadłówkami)... pierwsze w miarę spokojne miejsce znalazłem pewnie z kilometr dalej, a pierwszą rybkę oszukałem na następnej główce. Zapachniała mi ligą i wtedy zdałem sobie sprawę, że nie wziąłem miarki. Do samochodu z duszącą sie rybą biegł nie będę. Robię zdjęcie z kijem i wypuszczam rybkę. Słońce zaczyna zachodzić, więc pora wracać w stronę samochodu. Gdy do niego docieram Asi jeszcze nie ma. Póki widno robię zdjęcie dolnika z miarką i schodze do rzeki. Kilka rzutów tu, kilka tam i w końcu łuuup! Potężne walnięcie i ryba ostro idzie przy dnie - w pierwszej chwili myślałem, że to szczupak. Po chwili oderwałem rybę od dna i ją zobaczyłem. Mimo, że to leszczyk, to jednak ucieszyłem się. Był naprawdę piękny i prawdę mówiąc to nie wiem czy to nie moje PB :D

P.S. Dziś uświadomiłem sobie, że zawsze gdy zabiorę Asię na ryby, albo raczej Ona mnie na swój spacerek :D to łowię jakąś fajną rybkę. Muszę popracować nad tym, by częściej ze mną jeździła... oczywiście musi myśleć, że to Ona zabiera mnie :mrgreen:


Załączniki:
1-20200423_185014.jpg
1-20200423_185014.jpg [ 135.2 KiB | Przeglądane 485 razy ]
1-20200423_192814.jpg
1-20200423_192814.jpg [ 88.93 KiB | Przeglądane 485 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt, 24 kwietnia 2020, 18:02 
Offline
Forumowy Wyga
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 29 listopada 2007, 10:10
Posty: 1023
Lokalizacja: Biała Podlaska
Podziękował : 38 razy
Otrzymał podziękowań: 15 razy
włóczykij napisał(a):
P.S. Dziś uświadomiłem sobie, że zawsze gdy zabiorę Asię na ryby, albo raczej Ona mnie na swój spacerek :D to łowię jakąś fajną rybkę. Muszę popracować nad tym, by częściej ze mną jeździła... oczywiście musi myśleć, że to Ona zabiera mnie :mrgreen:

Mam dokładnie takie same spostrzeżenia, ilekroć pojadę z Żonką zawsze złowię fajna rybę. Niestety mój rekord życiowy leszcza na spining złowiłem a samotności i muszę z Ci powiedzieć :D , że brakuje Ci 9 cm. Piękny Burzański leszcz na kleniowy woblerek na "moim" Bugu. Tego nikt mi nie zabierze.

_________________
Towarzystwo Przyjaciół Bugu


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt, 24 kwietnia 2020, 23:57 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Zauważyłem ostatnio, a raczej zdałem sobie sprawę, że są tu ludzie, którzy nie znają wczesniejszej mojej historii, a przede wszystkim nie znaja Asi
Żeby więc mogli wczuć się w to co piszę muszę to trochę im wyjaśnić, a starym bywalcom nie zawadzi przypomnieć. Moja żona, gdy jeszcze nią nie była – lubiła łowić ryby. Żadnego robactwa, żadnego „nudnego” siedzenia i gapienia się godzinami w spławik. Lubiła lekki spinning i aktywny relaks nad wodą. W sumie to dzięki temu się poznaliśmy. Jednak, gdy już staliśmy się parą, zaczęła odpuszczać. Nie twierdzę, że przyćmiłem ją swoim kunsztem :mrgreen: , myślę raczej że zobaczyła jak jestem w to wkręcony i jak potrafię zarażać swoją fascynacją wszystkich wokół, więc prawdopodobnie uznała, że lepiej będzie dla nas obojga jeśli da sobie spokój zanim nie jest za późno, bo gdybyśmy zaczęli świrować oboje, to nasz związek mógłby tego nie przetrwać, a tego żadne z nas nie chciało. Oczywiście ja żadnych zagrożeń nie widziałem, ale też nie nalegałem, by zmieniła zdanie. Od tamtej pory zdarzało jej się towarzyszyć mi w wyjazdach w roli przyrodniczki - entuzjastki, czyli ptaszki, kwiatki, sarenki… często polowała na fajne ujęcia z lustrzanką i to jej wystarczało. Dlaczego w ogóle o tym mówię? Ano dlatego, że w czasach gdy jeszcze łowiliśmy oboje – szło nam słabo. No dobra – mi szło słabo, a jej jak zawsze. Potrafiła zlać mi tyłek sandaczem podczas polowania na okonie, czy porządnym szczupakiem, podczas gdy ja zerowałem. Jednak, gdy przestała łowić, a zaczęła mi tylko towarzyszyć, stała się moim talizmanem. Niemal zawsze będąc z nią łowiłem fajne ryby. Była ze mną gdy złowiłem swojego życiowego suma i klenia, o dziesiątkach innych medalowych ryb, których złowienia była świadkiem nawet nie wspomnę.
Wczoraj jak zauważyliscie wcześniej - była ze mną i jako talizman nie zawiodła.
Leżąc w łóżku zacząłem myśleć o tych leszczach. Zdarzają mi się one na spinning od dawna. Pierwszy jakieś ćwierć wieku temu w Krznie, w środku lata, przed burzą, gdy nagle nie wiadomo skąd napłynęły na mnie całym stadem i zaczęły cmokać. Nie wiedziałem wtedy, że to leszcze, założyłem Effzett’a 1 pomalowanego markerem na czarno i nie musiałem długo czekać na branie – więc było to celowe, a nie przypadkowe. Potem wiele razy, szczególnie wiosną trafiał mi się jeden, czy dwa w sezonie, przy okazji polowania na klenie, czy jazie, dlaczego więc nie spróbować ich łowić z premedytacją? Bo co, bo są takie wędkarsko… niekoszerne? Ale czemu, bo to nie drapieżniki? Ale skoro walą na spinning to chyba jednak trochę drapieżności w sobie mają. Poza tym czy leszcz jest mniej drapieżny, mniej „koszerny” od wzdręgi? Raczej nie, a przecież całe zastępy spinningistów skupiają się na tej rybie zwłaszcza w upalne letnie dni. Kto mi zabroni skupić się na leszczu? Nikt. Plan był prosty – jutro jadę ze spinningiem na leszcze, tylko muszę popracować nad talizmanem :mrgreen:
Dziś po robocie (zdalnej rzecz jasna) zaproponowałem żonie niby od niechcenia wypad nad rzekę. Nie miała czasu. Trochę poirytowany zacząłem drążyć temat, co takiego ma do roboty w piątkowe popołudnie. No i usłyszałem, że trzeba pojechać z psem na pola, żeby się wybiegał, bo wczoraj przez te moje ryby nie był, trzeba się zająć synem, a przede wszystkim trzeba ugotować jakiś obiad. Argumenty miała mocne, ale moje leszcze były mocniejsze. W pierwszej chwili pomyślałem, że powiem jej, że rezygnuję z obiadu. Zaraz jednak dotarło do mnie, że nie gotuje tylko dla mnie, a poza tym jeszcze ten niewybiegany pies. Pomyślałem chwilę, poszeptałem z synem i (tylko proszę się nie śmiać, bo w dobie pandemii ludziom przychodzą do głowy różne dziwne pomysły) zaproponowałem żonie, że jak wrócimy to sam ugotuję obiad, z którego zrobimy kolację przy świecach, syn zajmie się psem i zabierze go na długi spacer, a to wszystko tylko po to, by pojechała ze mną na ryby :mrgreen:
Zgodziła się! Godzinę później siedziała wygodnie na brzegu rzeki wpatrując się w chmury, a ja niespiesznie (pamiętałem o nienapalaniu się) poszedłem obejrzeć moją leszczową miejscówkę. Prawdę mówiąc to nie miałem się gdzie spieszyć. Była 17 z groszami, a pomny wcześniejszych doświadczeń wiedziałem już, że jeśli się zacznie to nie wcześniej niż za godzinę. Przeszedłem więc całą tę miejscówkę wypatrując jakichś spławów, cmoknięć, czy innych oznak bytności ryb. Niestety w odróżnieniu od kilku ostatnich dni, dziś wiało dość mocno. Ciężko było cokolwiek zauważyć, ciężko też było rzucać moim ostatnim kilerkiem, czyli 2,5g Siekiem o sporej powierzchni bocznej. Gdy więc godzina potencjalnych brań nadeszła, wróciłem na chwile do żony, zamieniłem dwa zdania (wczorajsza koncepcja), a nawet dałem, czy może dostałem całusa (nie zaszkodzi, a może pomóc) i założywszy na agrafkę tonącego, zwartego w budowie Sieka zacząłem łowić tam gdzie wczoraj skończyłem. Taktyka banalnie prosta – jak najdłuższe rzuty prostopadle do brzegu i powolne, a nawet bardzo powolne prowadzenie po łuku z częstymi przerwami. Wobler musi być taki, żeby pływający bardzo wolniutko się wynurzał, a tonący bardzo wolno tonął. Prezentacja musi być jak najdłuższa na jak najmniejszej różnicy głębokości. (pisząc to w tej chwili pomyślałem, że muszę jeszcze spróbować z neutralnymi). Co do samego woblera, powinien mieć migotliwą pracę i stosunkowo dużą powierzchnię boczną, najlepiej jakby pracował w okolicach 1 metra. Nie mam tu na myśli ewidentnych karasków, czy krąpików, bardziej coś subtelniejszego, a jako, że od wieków uwielbiam Sieki, moim skromnym leszczowym arsenałem stały się pływające Różanki i tonące Bzyki. Te dwa modele fajnie się uzupełniają i ogarniają wszystkie moje potrzeby w tej kwestii. Ale wracajmy nad wodę, tak więc rzucam tym moim tonącym Siekiem z trudem, ale jednak jakoś to idzie. Chodzę mało, rzucam gęsto, zwalniam, zatrzymuję, nie podrywam, tylko wolno wprowadzam w ruch i w końcu mam walnięcie. Ryba walczy dzielnie, znowu te charakterystyczne szarpnięcia, jakby rzucanie łbem, które jeszcze wczoraj kojarzyły mi się ze szczupakiem. Dziś już wiem, że to leszcz. Walczył naprawdę fantastycznie i niestety spalił mi miejscówkę, ale gdy w końcu wjechał do podbieraczka wybaczyłem mu wszystko. Ciemny, wręcz brązowy facet z wyraźną wysypką tarłową. Zacząłem się zastanawiać, czy on wciąż myśli o jedzeniu, czy skupia się już raczej na odganianiu konkurencji, a może ewentualnych wyżeraczy ikry? Przykładam rybkę do miarki i od razu mimowolny banan – wczorajsza życiówka poprawiona o kolejny centymetr. Nie wiem czy bardziej cieszy mnie życiówka, czy fakt, że to co sobie obmyśliłem przed snem sprawdza się nad wodą. To mój pierwszy z góry zaplanowany i z premedytacją złowiony leszcz na spinning. Łowię dalej. Od razu robię 50 metrowy łuk i szukam kolejnego leszcza. W międzyczasie wiatr zaczyna słabnąć, chwilami wręcz zanika. Postanawiam wrócić na początek i zacząć jeszcze raz z woblerkiem pływającym. Obławiam miejsce nieco powyżej tego, w którym złowiłem leszcza i nagle słyszę za plecami (powyżej) cmoknięcie. Odwracam się i zauważam ślad na wodzie. Po cichu podchodzę na odległość rzutu, podaje przynętę i wolniutko prowadzę w stronę brzegu. Delikatne trącenie – zachowuję zimną krew. Nie zacinam, nie przyspieszam… nie pokazuję, że zrobiło to na mnie jakiekolwiek wrażenie. Poprawiam minimalnie bardziej w górę rzeki. Podaje woblerka może metr wyżej, ale wciąż prowadzę niemal prostopadle do brzegu, po niewielkim łuku, który tworzy prąd. Znowu trącenie, a ja wciąż niewzruszenie i niespiesznie kręcę korbą. Gdy wobler był może 4-5 metrów ode mnie nastąpiło walnięcie. Trudno to nawet nazwać walnięciem. Kij dynamicznie ugiął się do 1/3 długości i na chwilę w tej pozycji pozostał. Ryba przygięła może 3, 4 razy i wyjechała na powierzchnię grzecznie wślizgując się do podbieraka. Mimo, że hol mnie nie porwał to jednak to co zobaczyłem w podbieraku przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To była piękna, gruba samica, potwornie ciężka jak na leszcza, no ale co ja tam mogę wiedzieć o takich leszczach, skoro nigdy wcześniej nawet podobnego nie widziałem. Miarka pokazała, że życiówkę ustanowioną niespełna godzinę temu poprawiłem właśnie o kolejne 5 cm.
Zrobiłem fotkę, odniosłem rybę do rzeki i chciałem jeszcze łowić, ale ręce mi drżały. Pomyślałem o żonie, w końcu to jej zasługa – wyślę jej chociaż fotkę. Gdy zobaczyłem fajkę w telefonie informującą, że zobaczyła zdjęcie, nagle podniosła się z ziemi, pomachała mi i krzyknęła „Gratki” – siedziała 15 metrów obok i cały czas miała mnie na oku. I jak tu nie wierzyć w talizmany :D
P.S. Ci, którzy dobrnęli do końca mam nadzieję, że wybaczą mi ten nagły słowotok. Zauważyli też na pewno, że w sumie to nie wiadomo o czym bardziej był ten post - o "talizmanie", czy o leszczach? Tak więc, żeby nie obrazić żadnego z bohaterów wrzucę fotkę mojej Asi z czasów jej aktywnosci wędkarskiej (tu chyba nad Kanałem Powodziowym we Wrocławiu) - to w jakis sposób potwierdzi, że nie lałem wody, co zaś do leszczy to też udało mi się pstryknąć fotkę aktualnego rekordu tuż przed podebraniem, żeby nie było że piszę o łowieniu z premedytacją, a w rzeczywistości być może wyciągam je za kapoty :mrgreen:


Załączniki:
1-DSC00484-1.jpg
1-DSC00484-1.jpg [ 116.66 KiB | Przeglądane 419 razy ]
1-20200424_191728.jpg
1-20200424_191728.jpg [ 127.64 KiB | Przeglądane 419 razy ]
1-20200424_182714.jpg
1-20200424_182714.jpg [ 160.5 KiB | Przeglądane 419 razy ]
1-20200424_192034.jpg
1-20200424_192034.jpg [ 151.18 KiB | Przeglądane 419 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So, 2 maja 2020, 15:01 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Wczoraj nad rzeką jakieś 14 godzin i mimo, że cały czas chodziłem za bolkiem - żadnego się nie doczekałem.
Dziś wyskoczyłem na pół godzinki i symbolicznie, ale jednak listę podpisałem :D


Załączniki:
1-20200502_120836.jpg
1-20200502_120836.jpg [ 156.68 KiB | Przeglądane 262 razy ]
1-20200502_120907.jpg
1-20200502_120907.jpg [ 201.32 KiB | Przeglądane 262 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N, 3 maja 2020, 20:59 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 lutego 2006, 18:22
Posty: 5208
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 78 razy
Otrzymał podziękowań: 163 razy
Dziś podobnie jak przez ostatnie dwa dni bolenie totalnie mnie olewały (pomijając powyższy incydencik). Postanowiłem więc spróbować ratować honor drugim majówkowym drapieżnikiem, czyli szczupakiem. Nie miałem szczupakowego kija, a nawet szczupakowej stalki. Wygrzebałem za to okoniowy przyponik w pudełeczku z gumkami i tak uzbrojony postanowiłem zaszaleć z jakimś szczupaczkiem. O dziwo szło mi całkiem nieźle. Kilka brań nie zaciętych, bo Moderate 5-20 to nie szczupakowa pała, ale mimo wszystko listę podpisałem. Na koniec przydarzyła mi się niespodzianka w postaci... amura. "Walnął" w shad teeza centralnie końcóweczką... płetwy ogonowej :D Powiem Wam jedno - jak on mi dał popalić na tej witce to moje. Trudno mi powiedzieć w tej chwili, czy to był hol życia, ale na pewno takiej adrenaliny wędkarskiej nie miałem od lat :mrgreen:
Wnioski - nie ma sensu cudować i zabierać dwa kije - na bolenia i szczupaka. Skoro Moderate poradził sobie z takim klocem to i z każdym szczupakiem sobie poradzi :mrgreen:


Załączniki:
1-20200503_185117.jpg
1-20200503_185117.jpg [ 255.32 KiB | Przeglądane 225 razy ]

_________________
"Człowiek, który sam sobie wystarcza, nikomu nie jest potrzebny" - Władysław Grzeszczyk
"Ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza" - Witruwiusz
Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 897 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 32, 33, 34, 35, 36  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL