Powierzchniowe łowy

Mamy upragnione wakacje. W lipcu każdy na pewno marzy o pięknej, słonecznej pogodzie i chwili odpoczynku. Wiąże się to niestety z weekendowym obłożeniem wielu miejscówek, szczególnie tych z łatwym dojazdem.

Długo szukałem „swojego” miejsca, w którym będzie mi dane połowić ryb. Nie byle jakich ryb, bo staram się łowić duże, które zawsze dostarczają dreszczyk emocji i powodują, że chce się tam wracać. W ostatnim roku dużo czasu poświęciłem na szukanie kleni. Łowiłem je na wszystkie sposoby. Zaczynając od feedera, na przepływance, ze spławikiem kończąc. Podobało mi się, że było to aktywne łowienie, zawsze znalazłem również trochę spokoju. Niestety spory upał powodował, że łowienie w okolicach południa bywało męczarnią. Przedziera- nie przez nadrzeczne krzaki i pokrzywy nie dość, że było męczące, to jeszcze pobudzało do żerowania komary i inne owady. Niektórzy mogą powiedzieć, że to sama przyjemność, ponieważ obcujemy z przyrodą. Ja jednak szukałem dalej i znalazłem… o wszystkim zdecydował przypadek.

Ciąg dalszy artykułu autorstwa Marcina Kostery na stronie 10 WŚ 07/2021.

Zachęcamy również do prenumeraty Wędkarskiego Świata – szczegóły tutaj.

Autorzy